RSS
 

Archiwum - Luty, 2013

odsłona trzynasta

28 lut

na polu wyłożonym mieszającą się zielenią i żółcią słońce kładzie się nisko, by ogrzać ten kawałek łąki. na skraju polany kapłanka okryta jedynie lekką szarą sukienką kładzie się miękko, by nakarmić siebie szumem strumienia, zamkniętego w śpiewie popołudniowego wiatru.

nie  śpieszy się, nie myśli. medytuje.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

nebulae

27 lut

dziś przelotne słońce rozlało się po mojej wyspie bardzo mocnym blaskiem. dobrze, bo zimno zaczęło wchodzić w dojrzałe kości.

moje oczy tańczyły odbijając setki migoczących promyków zamkniętych na płytkach paznokci koloru nocnego nieba. gra światła i skrzącego się pyłu przynosi na myśl nebulae, tworzenie się nowej gwiazdy. czternastoletnia córka powiedziała mi, zahipnotyzowana jak ja tańczącymi światełkami na moich dłoniach, że kojarzy jej się to z pyłem gwiezdnym, formującym ciało niebieskie.

można, by się pokusić o metaforę, że jestem jak taka supernova, tylko jeszcze nie powstałam. jeżeli tak, to są nas całe gwiazdozbiory.

ps. odnośnie wczorajszego dylematu – oczywiście, że z połyskiem!

polecam MELA KOTELUK Stale Płynne

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

z połyskiem, czy bez…

26 lut

dwie kobiety, oddalone od siebie czasem, wielką wodą i kilkoma krajami, jednak obie mi bardzo bliskie, zadały mi dziś kilka pytań.

matka chrzestna moich projektów i osobisty cenzor w jednym, po rzuceniu okiem na moje pisanie ma wrażenie, że w pełni nie rozwinęłam skrzydeł i że się ograniczam. zapytała, czy się wstydzę? specjalistka od makijażu, certyfikowana beautician, która już lata zajmuje się moimi paznokciami, prywatnie osobista przyjacielka powiedziała mi dziś, że mam czarną duszę, w związku, z czym błyszczący glitter na moim czarnym lakierze nie do końca pasuje. podobno znana jej jestem z umiarkowania w doborze dodatków oraz gustownego użycia makijażu, co przy mojej nadwrażliwej duszy, wyostrzonym spojrzeniu i pokręconym umyśle jest bardzo pozytywnie wymowne. zachowuję też jej zdaniem jasność trafnego wyboru ubrań, poza falbaniastymi spódnicami oczywiście. więc pytanie – po co ten migoczący, kolorowy blask?

być może mam duszę ciemną, jak smoła w piekle. całkiem możliwe nawet, że bywam stonowana, ale czasem się rzucam na głęboką wodę i lubię wtedy błyszczeć, jak uliczne latarnie w dzielnicy rozpusty i ociekać bogactwem, jak wyładowane gotówką bankomaty.

polecam CYNDI LAUPER True colors

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

nie cierpię poniedziałków

25 lut

dzisiejszy wpis, całkowicie odmiennie od pozostałych, jest podyktowany jedynie koniecznością przyznania prawdy temu znanemu nam wszystkim stwierdzeniu filmowemu. oczywiście, że zdaję sobie sprawę z zupełnie nieodkrywczego przeze mnie powielania przyjętego schematu, ale tym razem naprawdę tak jest.

pierwszy dzień nauki mojego dziedzica po tygodniowej przerwie i dwa upomnienia z prośbą o kontakt ze szkołą z piszącej te słowa. dziecko pępowinowe, które własnoręcznie oddzieliłam od matczynego łona mojej przyjacielki, które zawsze wita mnie radosnym uśmiechem słodkiego bezzębowca, pozostawione ze mną na dwie godziny urządziło mi spektakularny popis swojej silnej woli i mocnej osobowości histerycznym wrzaskiem i krokodylimi łzami. przesolone zakupionym pod wpływem podpatrzonej reklamy papirusem kurczęce piersi nijak się komponowały z ziemniakami perfekcyjnie doprawionymi przez spadkobierczynię mojego głodu książek i bystrości spojrzenia, co tylko potwierdziło, że telewizja kłamie! pomijam bardziej prozaiczne detale dzisiejszego dnia, bo każdy doskonale wie, jak potrafią frustrować rzeczy nieistotne i zupełnie przewidywalne.

marudzę. pociechą jedynie Hank Moody, piwko sączone dla spokojności i dosyć bogata korespondencja mailowa.

polecam ROLLING STONES Satisfaction

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona dwunasta

25 lut

tańcząca w rytmie wiecznego niepokoju i niepewności, zapominając się w amoku otchłani limbo, kapłanka zamyka oczy w afekcie nagłego uniesienia spływającego na nią, niczym mistyczne oświecenie. wiecznie zmeinny chaos, który niezapowiedzianie porywa ją do tańca przesyconego pasją i zapatrzeniem, wypluwa ją poza swoje wibrujące stałym ruchem pierścienie. wyrwana z nieprzewidywalnego pólobrotu szara postać długo klęczy zbierając siły i centrując orientację przestrzenną.

zamknieta w wyczerpaniu kapłanka oddycha powoli, przeciera zamglone spojrzenie i podnosi się pewnie na bosych, otartych stopach, by znów wznieść się poza otaczający ją niezmienny plan chaosu. opada bezwładnie na ziemię, by chwilę później w drżącym łkaniu, kojącym jak najpiękniejsza kołysanka podnieść się tryumfalnie i znów wskoczyć w chwytne ramiona nadchodzącej fali neutralnej energii, która otula ją szczelniej niż skrzydła motyla, jak ona zamykającego się w swoim nieprzewidywalnym przeznaczeniu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

odsłona jedenasta

24 lut

bosa kapłanka, mijając równo ułożone rzędy zielonych płytek, przemieszcza się pośpiesznie po odnogach podziemnych korytarzy ogromnego labiryntu podmiejskiej dżungli. szczelnie owinięta ciepłą tuniką, z kapturem nasuniętym na oczy przystaje przy zółtych liniach, ostrzegających podróżnych przed upadkiem w niebezpieczne odmęty ludzkiego zagubienia.

czasem przytrzymuje drzwi metalowego wagonu, by wpuścić do środka, tych którzy ciągle chcą zdążyć na wieczorny posiłek. czasem przytrzymuje bezwładnie opadające głowy śpiącym na bocznych ławkach stałym bywalcom tego wiecznie nawiedzonego miejsca.

przemieszczając się sprawnie po perfekcyjnej siatce kolorowych linii, zagubiona jak wszyscy kapłanka szuka wyjścia, które zaprowadziłoby ją w końcu do domu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

powroty

24 lut

weekend upłynął nieśpiesznie na rozmowach o bogu i statkach kosmicznych, tropieniu śladów z innych wymiarów i podsłuchiwaniu szeptów zza światów. czas się zatrzymał i każdy osobnik mojego stada oddał się niewymuszonemu lenistwu. koty zaległy na poduchach, dzieci zaszyły się w swoich czterech kątach, oddając się rytuałom nieaktywnego odpoczynku.

koniec przerwy od szkoły okrył nas wszystkich niewidzialną peleryną swobody i słodkiej dekadencji, więc zdaje się, że mimo pojawiającego się śniegu, chmur pędzonych wiatrem i przeszywającego zimna, wszyscy podładowaliśmy bateryjki. jutro wracamy z uroczego urlopu od obowiązków do tzw. normalności, która zdaje się też ma w zanadrzu trochę energii do wykorzystania.

dużo dobrej muzyki i cheesy produkcji przyswoiliśmy w tym czasie usadowienia wygodnie na sofach i fotelach. wiało kiczowatym efektem, czasem unosiła nas na wyżyny intelektu pasja wielkich twórców, a co najważniejsze, czas spędzony na nie tylko nocnych pogaduchach, znów zbliżył nas do siebie. więc ciągle jeszcze nie do końca znormalnieliśmy.

polecam DEEP PURPLE Child in time

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

napady niekontrolowane

22 lut

dużo polskości ostatnio wokół. nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież na wyspie jest nas całkiem sporo, jednak niestety na myśli mam więcej naszych przywar niż zalet. dużo ryzykuję krytykując wspólne narodowe cechy, ale jedną z nich jest też nieumiejętność trzymania języka za zębami, więc raz kozie śmierć.

dziś składałam wnioski paszportowe. po przekroczeniu progu placówki dyplomatycznej poczułam się, jak przeniesiona w czasie do urzędu pocztowego w prl-u. okienka, kasa i kolejki pełne sfrustrowanych pobratymców. przy drzwiach chłodno powitał nas dość wyrośnięty mężczyzna w garniturze, czyli już bardziej współczesna wersja portiera, który ważniejszy w urzędzie jest nawet od naczelnego. rzeczony odźwierny, oschło  rzucanymi poleceniami, całkowicie wprowadził mnie w klimat z czasów kartek na mięso i weszłam do budynku jak na stracenie. pracowałam w urzędzie, więc doskonale wiem na co porywają się optymistyczni petenci w takich miejscach.

wypatrując najgorszego skierowałam się do zawiniętych po kątach kolejek i postanowiłam po prostu przejść przez cały proces zachowując chociażby resztki godności. jakże pozytywnym zaskoczeniem okazała się konfrontacja z paniami w okienkach, które uprzejmością i miłym obyciem na nowo przeniosły mnie na moja wyspę, gdzie ludzie pozdrawiają się na ulicy uśmiechem i nie komentują wszystkiego, co ich dotyczy, bądź nie. miła odmiana poczuć się jak w domu, w dalekim kraju, na obczyźnie, która już zupełnie nie jest mi obca.

przystosowując się do pozytywnych relacji międzyludzkich, co rusz, na nowo próbuję zwalczać w sobie polskiego bufona. czasem z większym, czasem z mniejszym rezultatem. zupełną klęskę ponoszę w tej walce, kiedy spotykam się z moją przyjacielką na babskich pogaduszkach. przy gorącej herbacie, kieliszku wina, bądź dwóch, przy świecach, czy dusznym posmaku kadzidła zamieniamy się w dwie meduzy o rozdwojonych językach. interpretując rzeczywistość po swojemu tniemy słowem ostrzej niż obusiecznym mieczem. jak mawia jej wieloletni partner, pieszczotliwie zwany konkubentem, za nasze komentarze należny nam się czarny pas w poniżaniu.

to mi uświadamia, że jestem nieodrodną córą swojej ojczystej ziemi, choć sama uważam siebie za obywatela świata. ciągle próbuję zdusić w sobie kilka polskich cech, które jeżą mi włos na głowie, jednak krew nie woda…

polecam MALEŃCZUK & WAGLEWSKI Koledzy

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona dziesiąta

22 lut

mimo ostrych fragmentów, kamienna jaskinia wypełniona jest pastelową poświatą dającą ukojenie. delikatna mgła unosi się nad iskrzącą płytą wody, ocieplając sobą gęstniejącą masę drżącego powietrza. kapłanka wynurza się z ciemnej toni falującego płynnie jeziora. wibrująca cisza miesza się z głuchym poszumem wirującego powietrza.

wystające ze ściany fosforyzujące sople zdają się ronić kolorowe łzy, wypełniające kropla po kropli niszę ukrytą wśród skał. nasilające się szepty formują wirujący prąd, który przylega do nagiej skóry wyciszonej postaci. obnażona głowa kapłanki zdaje się wychylać ku napływającym odmętom. potulnie wchłania esencję wychodzącą z wnętrza ziemi i pozwala wibrującej energii przejść swobodnie przez swoje niczym nieosłonięte myśli.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

zamiast marzanny

21 lut

ogródek gotowy. wszelkie popioły i pozostałości po przełomie zimowym, a także niedopełnionym końcu świata wymiecione. cebulki zdążyły się zazielenić, a niektóre nawet zakwitnąć przy wiosennie odświeżającym słońcu. wczoraj ulice pełne były radośnie odkrytych głów, a zahartowani, co odważniejsi tubylcy, paradowali w koszulkach jedynie. dziś pochmurno i zimno, bardzo zimno, a zamiast typowego dla mojej wyspy deszczu cały dzień prószyło zmrożonym śniegiem. na dodatek północny wiatr urywał szczelnie odziane dziś głowy.

chyba się zbyt wcześnie do słońca wyrwało moje serce. kolejny falstart. kapryśna pogoda przypomina, że wszystko w swoim czasie, a wiosna nawet na mojej wyspie budzi się  powoli. muszę i ja zatem przestać galopować. przepraszająco odpalam na nowo ogrzewanie i zasiadam potulnie do gorącej herbaty, która cytryną i miodem z polskiej pasieki, od pszczół z poddasza mojej kuzynki pomoże mi, mam nadzieję, złapać odrobinę ciepła po całym dniu mechanicznej i zupełnie nierozwijającej pracy.

polecam ANOUK Girl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik