RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

przebudzenie

26 kwi

wznoszę się ponad horyzonty, szybuję wysoko, sięgam daleko. bez problemów realizuję najśmielsze wizje. moja grafomania sięga zenitu. nie poleciałam na marsa tylko dlatego, że mam lęk wysokości.

zaczynam obchodzić urodziny…

polecam ROISIN MURPHY Ramalama

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

prima aprilis?

24 kwi

w starym kraju kwiecień przeplata trochę zimy, trochę lata. na mojej wyspie przyroda budzi się do słońca. cykl zatacza koło i obok przebiśniegów spotykam na swoich ścieżkach wrzosy i kwitnącą wiśnię.

nigdy nie przestanie mnie to fascynować.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto

 

odsłona dziewiętnasta

12 kwi

ukryta wśród czesanej nocnym wiatrem, soczystej zieleni budowla wyrastała pod kopułą nieba, jak gigantyczna mozaika kamieni przeplatanych kolorami świątynnych witraży. jej owalny kształt zakreślał na tym bezpańskim kawałku ziemi ochronny krąg, anonimowy azyl dający schronienie odmieńcom i wszystkim odrzuconym przez własne światy istnieniom, które niepogodzone z odwiecznym wegetowaniem schodziły się tu, by wśród wyrazistych kolorów położonych na kruchym szkle kontemplować nad odgórnie przypisanym im losem.

kapłanka odnalazła kierunek do tego sakralnego obiektu niesiona nieuchwytnym szeptem, okalającym jej postać szczelniej niż wytarta, szara chusta okrywająca hermetycznie jej ciało. zamknięte powieki bezbłędnie zaprowadziły ją do punktu, który zdawał się nie istnieć w żadnej czasoprzestrzeni. przesuwając się po zimnej posadzce pustelni dotarła do ezoterycznego kręgu, w który wpisana była dająca jej schronienie struktura. błękitna łuna oczyszczającego światła spłynęła na nią, jak księżycowa poświata.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

szklana pogoda

11 kwi

szaro, buro i ponuro. słońce odcięte od mojej wyspy deszczowymi chmurami. czerwone busy przemykają pośpiesznie po opustoszałych, spływających deszczem ulicach. typowa angielska pogoda i na mnie sprowadziła niżowe klimaty. przydługa już odrobinę i zupełnie niewiosenna przerwa od szkoły zaczyna ciążyć, jak aura za oknem. codzienność zdaje się wlec w nieskończoność, a kosmos przy tym zdaje się kurczyć do rutynowej powszedniości. marazm i stagnacja.

gdyby nie fakt, że już jutro zaczyna się weekend, przysięgłabym, że to poniedziałek rozciąga nade mną swoją ciężką kurtynę beznadziejnej pustki, która zamyka mnie całkowicie w tym absurdalnym poczuciu bezpodstawnego zwątpienia i bezcelowości.

polecam SOYKA Play it again

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona osiemnasta

10 kwi

kiedy promienie słońca roziskrzyły przestrzeń za podmokłą ścienną kurtyną, rozszczepiając się niezliczonymi kolorowymi iskrami, kapłanka wyszła z podwieszonej u szczytu góry jaskini, w której hibernowała niezmiennie od zarania  dziejów. światło odbiło się drobinkami barw w zawieszonych kroplach torując jej drogę na drugą stronę tęczy.

wychyliła się powoli, pozwalając orzeźwiającemu strumieniowi obmyć połyskującą w diamentowym świetle nagą skórę głowy. na mech, na jagody spadł odcięty warkocz jej wspomnień. lżejsza o tchnienie czasu przystanęła w pełnym słońcu, by nasycić wyblakłe oczy.

grube łzy oczyszczenia przywróciły blask dawno poszarzałemu spojrzeniu i tak wybudzona z amoku zapomnienia kapłanka ułożyła wyniszczone chłodem ciało na kamieniach ogrzanych promieniami wiecznej misji, mającej przynieść ukojenie nawet tym, którzy zepchnięci zostali w otchłań własnego zwątpienia.

sekundy pędzącym rytmem zmieniły się w minuty, a te przeszły w bezwymiarowe lewitowanie, by siłą swego wyciszenia przygotować drobną postać na wędrówkę, która nie ma końca.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

patykiem pisane

06 kwi

trzy godziny nieprzerwanego spaceru w jednym z wielu zielonych zakątków największej w europie miejskiej dżungli. nareszcie! synoptycy wprawdzie zapowiadają deszcze, ale w końcu, to norma na mojej wyspie.

w trakcie kąpieli słonecznej pierwszego prawdziwie wiosennego dnia rozmawiałam o miłości i o tym, co poza nią. bez względu na to, jak jej pojęcie się zdewaluowało, ciągle nosimy w sobie jej wyobrażenie, tylko zabrania nam się do tego przyznać swoisty niewerbalny protokół.

polecam U2 & MARY J. BLIGE One

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

sex, drugs and rock’n'roll

03 kwi

długi weekend wlekł się jak smród po kalesonach, co pozwoliło mi skupić się na kilku ważnych życiowych kwestiach.  jak wiadomo świąteczny okres sprzyjał też odnowie wszelkich kontaktów, wiec i mój telefon podskoczył zadziwiony kilka razy.

w szalonym, kalejdoskopowym niemalże ujęciu, jak na rollercoaster otarłam się o wszystko, co możliwe jeżeli chodzi o żonglowanie ludzkimi emocjami. czy było przyjemnie? wątpliwie, jak to w przypadku skutków nadużywania jakiegokolwiek ze składników dobrej zabawy. mimo, że mnie wyspa poskąpiła ostatnio przyjemności, to jednak ich echo się o mnie mocno otarło. przypomniało mi to prawdę oczywistą, że bardzo szybko się wszyscy gubimy. skupiona na czyszczeniu cudzych domostw, przestałam analizować stopnie przekraczania granic. podbramkowe sytuacje same do mnie zapukały i to w abstrakcyjnie odmiennych odsłonach.

po ożywionej wymianie doświadczeń potwierdziło się wszystkim znane od dawna przekonanie, że seksu chcą wszyscy, tylko konspiracyjnie, na boku. narkotyki weszły już niemalże wszędzie, nie wszędzie jednak z zachowaniem rozsądnych zasad ich konsumpcji. wśród zdradliwych używek na prowadzenie niestety wysuwa się tradycyjne, nie karane za posiadanie, czy spożywanie alko, które ciągnie na dno skuteczniej niż kamień u szyi. ludzie jeszcze nie dorośli, a już się postarzeli.

a w ostatnim odcinku ostatniego (!) sezonu Hank Moody layed his monsters down. niby powinnam się ucieszyć swoistym happy endem, ale w życiu zupełnie odwrotnie. mężczyźni szukają odskoczni, kobiety skupione na wychowywaniu dzieci tych mężczyzn nie zauważają swoich pobudzonych wiosną partnerów. i jedni i drudzy sięgają po ukojenie do kieliszków lub powoli odpalanych fajek, nie koniecznie pokoju i przypadkowo napotkanych kochanków.

oczywiście też spłynęło do mnie kilka uroczo niemoralnych propozycji, ale jako, że zła kobieta jestem, to niewielkie zrobiły na mnie wrażenie. mam niekłamany przywilej pozostawania sobą w każdej sytuacji, bez konspiracji czy związanej z nią frustracji. niejako tym kierowana pozwalam sobie zaapelować do kobiet, by większym erotycznym zainteresowaniem obdarzały swoich mężczyzn, bo trzy zbliżenia w ciągu tygodnia, to za mało, by utrzymać udany związek. do panów apel, by naprawdę zacząć słuchać tego, co komunikują im partnerki, bo monotonia i bylejakość nie rozpala ognia w żadnym kobiecym umyśle.

wspomnianych już wiele razy uciech niestety nie jest mi dane doświadczać regularnie, ale właśnie wśród tych składników hedonistycznej dekadencji skupiona jest uwaga wszystkich dookoła. bardziej zmęczyłam się tym, niż fizyczną pracą, która zapewnia byt mojemu skromnemu stadu. znany każdemu slogan też traci pozytywny wydźwięk, bo słuchając propozycji radiowych dj’ów ze smutkiem stwierdzam, że muzyka zeszła na psy już dawno i jedyne, co w tej kwestii pozostaje, to wertowanie starych płytotek.

polecam ANOUK Nobody’s Wife

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik