RSS
 

kobieta pracująca

04 lip

staram się nadążać za własnym cieniem, bo zdaje się, że w ostatnim czasie doba mi się mocno skurczyła. w pl wakacje już w rozkwicie, a na mojej wyspie ostatnie tygodnie szkoły, które wyczerpują bardziej nawet, niż dźwiganie kogoś z rynsztoka. głupoty wypisuję! znacznie przesadziłam, bo przecież nic nie wyczerpuje bardziej, niż worek podgniłych kartofli na plecach.

tak wiec w pełni rozkoszuję się rolą matki. kto ma dzieci wie, o czym mowa i skąd mogło mi przyjść do głowy wcześniejsze porównanie. dziś induction day i celebration evening w jednym. rano odprowadziłam syna na jego pierwszy przed wrześniem dzień w przyszłej szkole, a wieczorem – do tej samej szkoły, cala nasza trojka poszła świętować osiągnięcia mojej większej już ode mnie córy.

duma mnie rozpiera. wyspa podsyca wszelkimi możliwymi metodami potencjał moich dzieci i dziś tego najlepszy dowód. jeżeli nawet kiedykolwiek przez ostatnie lata zastanawiałam się nad słusznością zmiany naszego miejsca bytowania, to teraz wiem na pewno, że było warto.

aż im zazdroszczę poniekąd. nie chcę nawet porównywać ich warunków i możliwości, a także rezultatów, jakie za tym idą, do moich szkolnych czasów.

czuje się przy tym jak przedpotopowa skamielina! chyba znów muszę wybrać się do sieciówki, by zakupić jakiś alkohol. i to nawet nie po to, by go wchłonąć, bo ostatnie doświadczenia zbyt mnie obciążyły w tej kwestii, ale z nadzieją, że może i tym razem poproszą mnie przy zakupie o ID.  na mojej wyspie alkohol legalnie kupować można po 21 roku życia, a w niektórych sklepach, jeżeli sprzedawca oceni  wiek kupującego poniżej 25, ma prawo poprosić o dokument z datą urodzenia, więc jak zaczynam czuć zimny oddech czasu na karku, to funduję sobie takie małe przyjemności. kiedy, po raz kolejny, proszą mnie przy tym o potwierdzenie pełnoletności, wtedy z satysfakcją wielką wyciągam dowód osobisty, wydany w starym kraju i słucham przeprosin, rozkoszując się niedowierzaniem na twarzy obsługującej mnie ekspedientki. to lepsze niż antydepresanty!

nie zmienia to faktu, że swoje lata mam i samej siebie oszukać nie zdołam, bo dwa wielkoludy, wołające za mną mamo, za każdym razem skutecznie mi o tym przypominają.

ps. w odpowiedzi na pytania moich przyjaciół o cel kolejnej misji, jaką sobie teraz  obiorę, skoro nie udało mi się wytrzeźwić prywatnego alkoholika-recydywisty na zlecenie, pragnę poinformować, że póki co – nie jestem niczym zainteresowana. to, że się jeszcze nie udało, nie znaczy, że się poddałam. a w międzyczasie pokarmię sobie gołębie dla odmiany. tym samym ucinam wszelkie obawy o mój los. przy tym projekcie nic złego przecież spotkać mnie nie powinno. ci podopieczni najwyżej na mnie nasrają…

polecam FLORENCE & THE MACHINE Dog days are over

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii niecodziennik

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Pawel

    8 lipca 2013 o 14:18

    miłego karmienia gołębi więc. odpocznij chwile od naprawiania świata.