RSS
 

Archiwum - Listopad, 2013

the bitch is back in town!

30 lis

brakujące ogniwo mojego sielskiego stada w końcu wróciło z występów gościnnych po starym kraju. przyjacielka o laserowym spojrzeniu wraz z pępowinowym dzieckiem po miesięcznej nieobecności pojawiły się w końcu na wyspie, dopełniając tym płynnie moją codzienność. kolejny raz mogę się śmiało podpisać pod utartą mądrością ludową, że przyjaciele są rodziną, którą sobie wybieramy sami. moja pod tym względem jest doskonała i bardzo szczęśliwa.

dzisiejsze posiedziny na prożku, przy rarytasie o orzechowym posmaku i kubkach herbaty parującej ciepłem wspólnie spędzanych chwil, w pełni zrekompensowały kilkutygodniowe braki w tym zakresie. cudnie jest wrócić do utartych zwyczajów i wybudzić z uśpienia rozdwojone języki, które na nowo zaczynają siec jak obusiecznym mieczem. welcome back królowo ty moja!

polecam BOB MARLEY Bad Boys

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii niecodziennik

 

… by the cover

27 lis

ze starego kraju tradycyjną pocztą przywędrowała do mnie tradycyjna książka! wielka radość wypełniła mnie po czubki wściekle czerwonych pazurów! zazwyczaj odbieram e-maile oraz czytam e-booki. a jeżeli już przychodzi do mnie książka, to tylko wtedy, kiedy ją sama wynajdę, opłacę i sprowadzę. czyli radość większa tym bardziej. tak samo ogromne podziękowania dla sprawczyni tej nieoczekiwanej niespodzianki! jednak na tym kończy się mój entuzjazm z tego powodu.

poza tytułem, mówiącym o kobiecym wymiarze przebudzenia, krótkimi notkami wprowadzającymi do kolejnych rozdziałów oraz przykuwającej oko okładki, nic mnie w niej nie urzekło. nie da się  tego czytać bez poczucia tracenia czasu. całe to amerykańskie podejście do oświecenia polega na studiowaniu istoty hinduizmu, jak gdyby tylko w tym zakątku świata istniała możliwość odnalezienia sensu istnienia. tymczasem oczywista prawda jest taka, że nie musimy go szukać, bo jesteśmy sensem istnienia. zamiast oddawać się różnego rodzaju zapożyczonym praktykom, jakimi zdaje się być zachłyśnięty północny kontynent, by odnaleźć sens życia wystarczy, że je po prostu zaczniemy przeżywać dzień po dniu bez czekania na fajerwerki, czy grom z jasnego nieba, bo istnieje ryzyko, że oddalimy się od źródła, które mamy w sobie.

nie jestem i nie będę bardziej świadoma dzięki tego typu publikacjom. droga do prawdy, której wszyscy szukają jest indywidualna dla każdego i opiera się tylko na tym, że to my mamy klucz do własnego szczęścia, bo to my tworzymy swój świat. tylko wtedy musielibyśmy zacząć szukać w sobie, a to jest znacznie trudniejsze niż kopiowanie tego, co sprawdzone przez innych. whatever makes you happy!

studiowanie słowa pisanego bez względu na jego przekaźnik jest wielką skarbnicą. teraźniejszość niestety nie ma mi nic do zaoferowania w tym względzie. to, co zdobywa księgarnie absolutnie pozostaje w tyle za tym, co zalega niemodne już biblioteki. plastykowa twórczość plastykowych twórców.

nie pamiętam okładek książek, które wryły się w moją pamięć i przyczyniły się do kształtowania tego kim jestem, ale wiem o czym były. teraz też nie wiem, jak wygląda to, co czytam, bo posiłkuję się elektronicznymi odpowiednikami słowa pisanego. znak czasów. pewnie, że brakuje zapachu i szelestu obracanych kartek, ale może kilka drzew postoi dzięki temu dłużej.

polecam FLORENCE Ye Old Hope

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

la vie est belle

21 lis

północny wiatr strząsa liście z drzew. nawet ogródek w aluminiowych donicach mocno przeczesany. lubię patrzeć na moją wyspę obsypaną ciepłymi kolorami jesieni. granatowe niebo świeci krystaliczną przejrzystością bezchmurnej nocy.

szybsze wieczory przyniosły ze sobą typowy dla tej pory bonding time. w tym roku wspólny czas przy kominku sponsorują robótki ręczne, które – na wyraźne żądanie młodszej części mojego stada – wprowadzone zostały jako stały punkt naszych wieczorów. taśmowo odchodzi więc produkcja rożnego rodzaju paternów, oczek prawych i lewych oraz bardzo ekstrawaganckich w swojej postaci szalików.

tego sielskiego życia na obrzeżach największego europejskiego miasta zazdroszczę nawet sama sobie. rozciągając się leniwie na sofie delektuję się abstrakcyjną bajką pióra wyklętego i przeklętego przez świat islamu pisarza-wizjonera. życie jest piękne!

dziś dostałam virtualną wiadomość o bardzo rzeczowej treści – wpis na bloga jest z 15, a dzisiaj jest 21!!! do roboty… na wystosowaną reprymendę usłużnie odpowiadam – otóż  ja pracuję bez ustanku. tylko po cichu, szeptem.

ps. dziękuję za ciągłą obecność matko chrzestna!

ps2. królowo ty moja wracaj już!

polecam HANNA BANASZAK W moim magicznym domu

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

judgment day

15 lis

nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka…

wprawdzie nie wilka, tylko wilczka, jeżeli już i to z podkulonym ogonkiem… wprawdzie jeszcze nie za kratki, a na przymusowe leczenie do zamkniętego ośrodka, ale śmiało można rzec, że sprawiedliwości stało się zadość.

dziś zaczyna się pierwszy dzień z reszty Twojego życia chłopaku – pomyślności życzę!

polecam THE WHITE BUFFALO The House of Rising Sun

 
1 komentarz

Napisane w kategorii listy do N.N.

 

za wolność naszą i waszą

10 lis

w starym kraju kolejny długi weekend, tym razem związany z obchodami odzyskania niepodległości. w uk też jutro spojrzenie wstecz – remembrance day. jako że lubowanie się w pompatycznie nadmuchanym duchu patriotyzmu nigdy nie było moją mocną stroną, kolejny już raz oddaję się zachwytowi nad normalnością mojej wyspy, gdzie, znów w odróżnieniu od polskiego podejścia, zero zbędnego sentymentalizmu utrzymanego w barwach biało-czerwonych wieńców pogrzebowych.

jutro, za przykładem tubylców wepnę w butonierkę czerwony mak i bez sztucznego blichtru, czy nadmiernej egzaltacji dwoma minutami ciszy okażę szacunek wydarzeniom historycznym i ludziom, którzy się przyczynili do naszej teraźniejszości, oddając życie na polu walki.

rozsiadając się na prożku, z kubkiem gorącej herbaty w dłoni, spijam esencję znaczenia listopadowych wydarzeń. w obydwu krajach wolność i niepodległość okupiona była krwią synów swej ziemi. patrząc na bieg historii, uwarunkowania polityczne, sytuację ekonomiczną i nastawienie społeczne oraz po obejrzeniu dzisiejszych serwisów informacyjnych, dotyczących obchodów odzyskania niepodległości w ojczyźnie, ze smutnym przekonaniem pokuszę się o stwierdzenie, że dzieli nas nie tylko szerokość geograficzna, a przelana  krew, pot i łzy poszły w piach…

polecam CHŁOPCY Z PLACU BRONI Wolność

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

zamiast życzeń rymowaneczka

08 lis

o Niesamozwańczej Królowej, co ma laserowe oczęteczka, jest ta przeprosinowa bajeczka  :lol:

między krajami sobie kursuje i swe życie pięknie buduje :-P

o cieplejszym klimacie marzy ta superowa babeczka i zawsze ma dla nas uśmiech na swych pięknych usteczkach :-D

urodzinki właśnie miała i bez naszych życzeń je świętowała :oops:

niech nam żyje lat i dwieście! i niech już z powrotem zawita w naszym deszczowym mieście! ;-)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii bajki NIEusypiajki

 

v jak vandetta

05 lis

nad wyspą nocne niebo obsypane kolorami tęczy. united kingdom celebruje bonfire night - udaremnienie zamachu stanu, tzw. spisku prochowego. oświetlone centrum mieni się promieniami iskier pobłyskujących z oddali.

kolejny raz jest mi dane obserwować odmienność w ustosunkowywaniu się do wydarzeń historycznych, co – po martyrologicznym podejściu do jakichkolwiek wydarzeń w starym kraju – jest miłą odmianą. oczywiście zdaję sobie sprawę, że tym swobodnym wyrażaniem swoich poglądów mogę wzbudzić falę krytyki, czy nawet wrogości zagorzałych patriotów. jakkolwiek zostanie to zinterpretowane podkreślam, że nie jestem wyrodną córą swojej ziemi. szanuję tradycję i polską historię. dziękuję jednak tej nowej ziemi obiecanej za kultywowanie bardzo odmiennego od wpojonego mi modelu, bo naprawdę pozytywnego ujęcia tematu oraz umiejętności dystansowania się i zupełnie innego stosunku do pospolitego ruszenia.

im dłużej tu jestem, tym bardziej szanuję suwerenność ziemi, która, mimo wielkiej różnorodności napływającej z zewnątrz, pielęgnuje swoje tradycje i bez zbędnego nacisku nimi zaraża. great britain z całą pewnością zasługuje na swoją nazwę i ja, w przeciwieństwie do co poniektórych pobratymców, umiem docenić okazaną mi przychylność, choćby dobrym słowem i mówić o tym bez skrępowania.

poza bogatym pakietem socjalnym przelewanym na emigrantów z całego świata, poza wykpiwanym dobrym ułożeniem, poprawnością i specyficznym poczuciem humoru, uk ma też w sobie wielki potencjał, którym zaraża mnie skutecznie każdego dnia, czego życzę też rodakom nie tylko skupionym na wyspach. powtórzę przy tym za tubylcami popularną dewizę życiową, która powstała w pamiętnym nam wszystkim 1939 roku i, mimo, że czasy się zmieniają, nadal obecna jest w powszechnej świadomości – keep calm and carry on.

polecam T.LOVE To wychowanie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik