RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

www.pingwinybezmamy.pl

28 sty

na moim prożku znowu powiało starym krajem, choć i sprawy naszych na wyspie nie przechodzą bez echa. do tego jeszcze rodzima tv serwuje rewelacje nie pozostawiające wątpliwości, że zamarynowani w swojej ksenofobicznej mentalności jesteśmy jeszcze na bardzo długie lata. oczywiście, że generalizuję, bo przecież kraj się prężnie rozwija, ojczyzna wycofuje się z utartych schematów, nowe pokolenia zacierają smutne ścieżki absurdu, na to miejsce przyjmując podpatrzone zwyczaje z wielkiego świta, które ten już zdążył porzucić ponieważ się nie sprawdziły, ale my swoje wiemy.

kilka lat temu, na świecie oceniany dobrze przez krytyków jako edukacyjny, dopasowany do specyfiki rozwojowej dzieci oraz wielokulturowy program Teletubisie, po wieloletniej projekcji stał się tematem ożywionej dyskusji polskich polityków z powodu odmiennej orientacji Tinky Winky, jakoby istniał poważny problem szkodliwych treści. nie trzeba było długo czekać, by znów zawrzało. tym razem, w związku z kontrowersyjnym tematem gender, na tapetę wzięta została inna animacja, a mianowicie pingwinki wychowywane przez samców. okazuje się, że nawet fakty naukowe/przyrodnicze zdają się być skierowane przeciw katolickiemu modelowi rodziny.

najważniejsze, żeby pilnować wartości! a to, że przemoc domowa i narodowy alkoholizm, to już nieistotne. oczywiście, że pamiętam czas, kiedy byłam wytykana palcami w swoim rodzinnym miasteczku za wyłamanie się z ogólnie przyjętych norm. nie dość, że odeszłam od powszechnie szanowanego męża, który miewał wyrywną rękę, to jeszcze obnosiłam się z włosami przyciętymi wtedy na 3 mm! wyjazd na wyspę z dziećmi tez nie przeszedł bez echa, bo w społecznej opinii, udzielałam swych wdzięków w domach publicznych, a dzieci skazałam na poniewierkę…

dziś z rozbawieniem wspominam tamten czas. nie ma we mnie złości, ani żalu, jest tylko zaduma nad starym krajem, w którym wciąż kręci się patologiczne koło, a wszelkie przejawy wolności osobistej piętnowane są w znany nie tylko mnie sposób.

bez wątpienia, my POLACY mamy swój standard. choć na poważnie wciąż trudno nam się przyznawać do narodowych przywar, to jednak w chwilach pozytywnego uniesienia lubimy się śmiać sami z siebie. oczywiście, gdyby to dotyczyło prozy dnia codziennego, to absolutnie skoczylibyśmy wszystkim za to do gardeł, ale kiedy jest to sprytnie podane w komediowym ujęciu, to nawet gorzką pigułkę autoironii połykamy, zaśmiewając się przy tym do łez. i dobrze, że przynajmniej tyle. choć z drugiej strony – szkoda, że tylko tyle.

polecam DONATAN-CLEO My Słowianie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

dialogi

24 sty

koniec tygodnia przyniósł dwa konkretne pytania z różnych stron świata i od różnych rozmówców, jednak oba mocno skierowane do mojego wnętrza.

emerytowany angielski sędzia, którego znam od swoich początków bytowania na wyspie, zanim jeszcze okazała się być moja, po 6 latach znajomości zapytał mnie dziś dlaczego niezmiennie ścinam włosy, nie pozwalając im nigdy odrosnąć?  on – niepraktykujący, aczkolwiek obeznany z tradycją i obyczajem żyd z urodzenia i ja – niepraktykująca, aczkolwiek obeznana z tradycją i obyczajem katoliczka ze starego kraju, przy okazji pytania dotyczącego mojej ogolonej głowy, przeprowadziliśmy bardzo ożywioną, niemalże teologiczną dyskusję na temat istoty boskiego pierwiastka w nas samych, wolnej woli i miłości. jestem szczęściarą! w piątkowe  przedpołudnie dane mi było w jak najbardziej przyjaznej atmosferze dostąpić zaszczytu dialogu, o jakim po dzień dzisiejszy wielu przedstawicieli naszych wyznań może tylko pomarzyć. 

późnym wieczorem natomiast, długo po tym, gdy już oddałam pępowinowe dziecko w ręce protoplasty, a własnego dziedzica wyprawiłam na sleepover do kolegi, odezwała się do mnie matka chrzestna moich projektów, którą znam już z kolei 12 lat i przy okazji rozmowy o tym, co w życiu ważne i miłe, zapytała jak moje serce? to drugie już w ciągu jednego dnia zapytanie przyniosło tak samo znaczące konkluzje. okazuje się, że jak najbardziej jestem rozmiłowana, tyle, że w przeciwieństwie do wcześniejszych odsłon w tym temacie, moje pojęcie miłości ewaluowało. całkowicie i bezwarunkowo jestem zakochana w życiu. absolutnie nie znaczy to, że przekreśliłam tym ogólnie przyjęta formę tego uczucia, uważam tylko, że jest to wersja mocno okrojona, a ja mam apetyt na całość.

jeżeli kiedykolwiek miałam wątpliwości, co do swoich życiowych wyborów, a uczciwie przyznać muszę, że pojawiały się takowe, to dziś z całą pewnością mogę stwierdzić, że warto było! cudownie jest być obywatelem świata! cudownie jest odnaleźć siebie!

polecam MARTIKA Love – Thy Will Be Done

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona dwudziesta piąta

19 sty

obudziło ją śpiewanie ptaków. dźwięki odbijały się od skalnych ścian otaczającego ją azylu. smukła postać stała przez chwilę bez ruchu i pozwalała swoim oczom przyzwyczajać się do panującego mroku. była błogo wypoczęta. wyciągnęła ręce ku promieniom księżyca rozświetlającego cienką strużką gęstą szarość, która niemal zlewała się z jej postacią. ciężka tunika zatopiła się w mgle liżącej jej bose stopy.

kapłanka rozprostowała powoli zastałe kości, zaspane mięśnie rozciągnęła delikatnie  skłaniając ciało do głębokiego pokłonu z twarzą przyłożoną do zimnej posadzki. zebrane siły nasycone były kolorami z długiego snu, w którym skąpała swoje wnętrze, by odnowić wieczną wędrówkę. nasłuchiwała głębokiego rytmu serca. wsłuchiwała się w siebie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

have a nice weekend

18 sty

chyba za bardzo pochwaliłam pogodę, bo za oknem już tylko szare ulice w deszczu. moja wyspa przybrała ponure oblicze i zamyka nas szczelnie w czterech ścianach. o słonecznych promieniach można tylko pomarzyć, cytując klasyka - krótki to był zryw…

mimo ciężkiego klimatu oraz niżowej aury koniec tygodnia obfitował w wydarzenia i zaskoczył swoją intensywnością. virusy wciąż w natarciu, co potwierdzają szklane oczy i blade oblicze mojej zbyt wcześnie dorastającej córki oraz pokasływania pępowinowego dziecka, które zostało mi oddane na służbę, na okoliczność powrotu do pracy przyjacielki o laserowym spojrzeniu.

gościnne progi naszej przystani opuścił chomol, którego już drugi raz wzięliśmy pod opiekę na czas wyjazdu właścicielki do starego kraju. i muszę przyznać, że Kama zakończyła pobyt u nas z głośnym przytupem znikając w trakcie obfitującego w smakołyki zwiezione z ojczyzny wieczoru. zguba szybko się odnalazła, ale tym krótkim zniknieniem swoim zafundowała moim latoroślom przysłowiowy zawrót głowy.

jednak atrakcją wieczoru okazała się nowa fryzura przyjacielki, która porzucenie zbleachowanych dresów przypieczętowała kruczoczarnym, lśniącym kolorem i ciężką grzywką podkreślającą intensywność laserowego spojrzenia. tak trzymać królowo ty moja!

jak widać weekendowe szaleństwo rozpoczęte. mam nadzieję, że mimo wszystko przyniesie ono relaksujące ukojenie.

polecam IZA MA CZAD FRYZA

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

deja vu

16 sty

ale to już było… chciałoby się zaśpiewać! sporo czasu tu nie zaglądałam, a jednak zdaje się, że wcale nie muszę pytać o to, co nowego. od postanowienia o leczeniu też trochę minęło, co pozwoliło odetchnąć i odsunąć mroczne widmo życia w trzeźwości.

wezwań nie odbierasz, co zwyczajowo nie dziwi. niestety, w przyrodzie nic nie ginie, więc w końcu ręka sprawiedliwości i Ciebie dosięgnie. szkoda, że nadal wyparcie, no ale każdy żyje jak potrafi najlepiej…

jutro w starym kraju do kin wchodzi film, który zachwieje Polską. nie wiem, jak ukochana ojczyzna, która ciągle jeszcze nie radzi sobie z krępującymi tematami, zareaguje na smutną prawdę ukazaną tam w skali 1:1, ale gdybyś zdecydował się na odrobinę kultury na dużym ekranie – ja stawiam!

polecam POD MOCNYM ANIOŁEM

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii listy do N.N.

 

z kopyta!

12 sty

moja wyspa, wbrew aktualnej porze roku, zdaje się tętnić własnym rytmem. jasne słońce budzi z uśpienia miniaturowe pęki wierzb płaczących zasadzonych kilka lat temu w aluminiowych donicach. ptaki rozćwierkane ponad miarę wprowadzają radosne ożywienie nie tylko o słonecznym poranku, bo podążając za odwróconym kalendarzem panującej wokoło aury, rozsiewają swoje radosne dźwięki również ciemną nocą, dając tym poczucie pomieszania z poplątaniem, a co za tym idzie przyjemnie otulają poczuciem nieokreślonego porządku, jakim zdaje się rządzić sama natura.

wysyp wszelkiej aktywności w przyrodzie zaowocował też kilkudniowym nokautem, gdyż ten przedwczesny przednówek okazał się też  wylęgarnią wirusów i przeziębień, które nieomylnie wręcz znalazły drogę i do mojej przystani, co po raz kolejny utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem odpadkiem genetycznym o bardzo niskiej odporności, która towarzyszy mi niezmiennie już od kilku sezonów.

pojawiło się przy tym lekkie zaburzenie mojego pojęcia znanych powszechnie twierdzeń na temat kondycji ludzkiej istoty, bo wbrew filozoficznemu twierdzeniu, że w zdrowym ciele…, znów okazuję się wyłamywać z panującego schematu, gdyż wspomniany duch mocny jak nigdy dotąd, ale ciało jakby lekko nie nadążające za tym stanem. cóż, nie pierwszy i nie jedyny byłby to wyjątek od reguł, jeżeli chodzi o moją osobę. no, ale może właśnie to stanowi o mojej istocie.

przy takim stanie rzeczy powrót do przedświątecznej rutyny mógłby wydawać się lekko spowolniony, a jednak życie kręci się rytmicznym tempem, co pozwala nabrać mocnego wiatru w skurczone płuca, jak w żagle i znów wznieść się ku dalekim horyzontom, których zresztą życzyła mi ostatnio lata świetlne nie widziana moja duchowa bliźniaczka.

dzięki przychylności losu mam się dobrze w każdych warunkach. entuzjazm rozlewa się równie intensywnie, jak ciepłe promienie słońca zalewającego mój magiczny prożek o poranku. rok zapowiada się bardziej niż intensywnie i słodko jest dać się porwać tej pozytywnej fali wielkiego poruszenia. wokół wylęgarnia działań twórczych – przyjacielka o laserowym spojrzeniu zaczyna mościć nowe gniazdo na powrót do rok temu odstawionej pracy; zbyt szybko dorastająca córa rozstawiła się obok ze sztalugą i pędzlami podążając za mistyczną wizją chagall’owskiej koncepcji otaczającego nas świata…

o swoich planach na ten rok dziś już pisać nie będę, bo choć pomysłów starczyłoby i na lat kilka, to nie ma co pisać – czas zabrać się do roboty!

polecam EWA DEMARCZYK Karuzela z Madonnami

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

szczęśliwego nowego roku

02 sty

święta, święta… a po świętach zaczynamy nowy rok. i jak pokazuje czas szybko wracamy do starych nawyków. kolejny raz okazuje się, że dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane, bo liczy się tylko chłodna kalkulacja i osobiste widzimisię.

zdawać by się mogło, że era wysyłania świątecznych kartek już za nami. wszechobecna telefonia komórkowa okazuje się niezadowalająca, bo przy taśmowych sms-ach do wszystkich… pomysł z e-kartkami wydaje się jakimś rozwiązaniem, ale nie ma to, jak ktoś napisze od serca…

zapomnieliśmy o tym, co ważne i chyba bezpowrotnie, zatracając siebie w świecie sztucznych wyobrażeń i wygórowanych wymagań, zatraciliśmy prawdziwego ducha tego – jak mi się wciąż naiwnie wydaje – podniosłego czasu. przecież nie ma życzeń lepszych, czy gorszych. życie jest teraz inne, my jesteśmy inni. żenujące jest to, że już tydzień po łamaniu się opłatkiem włączamy zwyczajowy ton o lekko pretensjonalnym zabarwieniu. pojawiają się dociekania. a to, że kartki nie doszły na czas, kto-komu i czego życzył, kto-kiedy, a dlaczego nie, a dlaczego tak… śmiech pusty bierze.

polska życzliwość niezmienna od lat! w końcu głęboko katolicki stary kraj, który już za kilka dni obchodzić będzie kolejny wolny dzień od pracy, eksploduje wręcz dobrą wolą, tolerancją i otwartością.

czegóż życzyć zatem na ten raczkujący rok? posłużę się tym, co już kiedyś zostało napisane, wyśpiewane i zdaje się dobrze znane wszystkim rodakom – Tak, jak każą nam kapłani, Damy dar troisty: Modły, pracę niosąc w dani, I żar serca czysty.

polecam BEDNAREK Jest takie miejsce

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii niecodziennik