RSS
 

Archiwum - Luty, 2014

happy monday!

24 lut

poniedziałki zazwyczaj traktowane są po macoszemu. sama nieraz je przeklinałam za… no właśnie, za co? cokolwiek to nie było już dawno minęło, bo zauważyłam, że narzekanie na początek tygodnia już mi definitywnie przeszło. stara mądrość ludowa mówi, że punkt widzenia jest zmienny, więc najwyraźniej i mój punkt odniesienia zmienił się bardzo, bo dziś świat znów mienił mi się kolorami tęczy.

pierwsza rzecz – pogoda. moja wyspa, po łaskawej zimie już przybrała wiosenne barwy, które radośnie podsyca jasnym słońcem w ciągu pachnącego budzącą się przyrodą dnia. do tego miałam dziś prywatny koncert podczas pracy. emerytowany aktor, angielski dżentelmen w tweedowej  marynarce  uraczył mnie melodią zagraną na starym pianinie, by tym miłym akcentem wyrazić podziękowanie za pomoc w poskromieniu znienawidzonego przez siebie laptopa. mała rzecz, a cieszy!

pozytywny nastrój podtrzymały dobre wieści ze starego kraju, które przyniosły obietnicę spełnienia kilku zachcianek własnych i latorośli. ziemia niczyja, tzw. ojcowizna została mi spłacona w symbolicznej sumie, która bez względu na wartość materialną niesie ze sobą niepomiernie większy sentyment. jak się nie cieszyć?!

do tego pępowinowe dziecko skarmiało mnie dziś nadgryzionymi przez siebie winogronami, a tych przyjemności tłumaczyć nie muszę, bo przecież niosą rozkosz same w sobie. wisienką na torcie okazało się kino domowe z osadzonym w realiach naszego już miasta Sherlock’iem nowej generacji w roli głównej, które – mimo wciąż czekających obowiązków – zafundowaliśmy sobie na okrasę obiadu.

dlaczego piszę o tak prozaicznych rzeczach? bo życie, to nie czekanie na fajerwerki i fanfary. szczęścia nie można odkładać na później. trzeba je celebrować na bieżąco!

na zakończenie tego opływającego w przyjemności dnia zachęcam do chwili relaksu przy przesłanej mi dziś przez dwunastoletniego dziedzica piosence. udanego tygodnia wszystkim życzę!

polecam HAVE GUN, WILL TARVEL Standing at the End of the World

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

holiday inn

18 lut

ferie zimowe, poza wyczekiwaną przerwą od obowiązków, zdyscyplinowanych porannych pobudek, egzaminów oraz odprasowywanych na kanty uniform’ów, przyniosły też pachnącą wiosennym przebudzeniem rozkosz relaksu na domowym prożku.

w zeszłym roku o tej porze prezentowałam przysypany białym puchem winter wonderland, dziś dzielę się chwilą przesiąkniętą zapachem świeżej ziemi w moim wiecznie zielonym ogródku, który niezmiennie zabiera mnie poza obrzeża miejskiej dżungli, zapewniając wczasy pod gruszą nie tylko z okazji wakacji.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto

 

love sex durex

14 lut

w zeszłym roku bojkotowałam i mimo że wciąż wydaje mi się, jakby to było wczoraj, to dziś valentynki obchodzę hucznie i z przytupem. powód jest prosty – jako, że rozkochana jestem w życiu i tym, co niesie ono ze sobą każdego dnia, to trudno się nie poddać, a raczej nie przyłączyć do tego masowo obchodzonego święta! fakt, że nadal mieni się ono blichtrem, jak suknia cygańskiej panny młodej, przestał mi już przeszkadzać. przecież miłość, o której ewaluacji w moim mniemaniu tego pojęcia niedawno pisałam, jest słodyczą samą w sobie, więc skoro inni przynajmniej okazyjnie ją celebrują, to i ja z nieskrywaną radością łączę się z Wami szczękoczułkami!

wszystkim w miłosnej malignie oraz tym, którzy chorują na jej niedosyt przesyłam serdeczności, życząc tylko samych pozytywnych uniesień i porywów serca! piastujmy ją, nawet jeżeli nikogo obecnie nie gościmy pod naszym parasolem, bo bez względu na okoliczności – love is all around!

polecam RIGHT SAID FRED I’m too sexy

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik

 

latający holender

11 lut

podobno nowy plan na życie wymyśliłeś. po zakusach na bundesligę, jakie w barwnych opowieściach osobiście mi prezentowałeś kilka miesięcy temu podczas ostatniej rozmowy na koszt odbiorcy, były przelotne chęci podboju stojącego ropą królestwa skandynawskiego, a teraz przyszła pora na obstawianie zielonego zaułka niderlandzkiego. dobrze kombinujesz. wszystko zdaje się lepsze, niż osiem tygodni uczenia się życia na nowo w ośrodku, czy skreślona już dawno wyspa, na której czeka list gończy.

ja życzę powodzenia, choć doświadczenie podpowiada, że słomiany zapał szybko gasisz nawrotami ciągów, ale może w końcu Ci się uda! póki co znów grunt zdaje Ci się palić pod stopami, więc proponuję rozgorączkowany czerep włożyć do 300 litrów, jakie siostra przygotowuje dla egzotycznych pyszczaków. z wybujałą pijacką wyobraźnią byłbyś najbardziej kolorowym eksponatem tego gatunku.

polecam PUDELSI Uważaj na niego

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii listy do N.N.

 

celebration time

09 lut

czasem słowa są zbędne, niemniej jednak pozwolę sobie na kilka, bo stały się one moją najbardziej pielęgnowaną używką. papierowe gody przyniosły nieoczekiwany splendor. telefon podskakiwał co rusz w radosnym uznaniu, które szczodrze było mi wczoraj rozdawane. a, że człowiek jest łasy na przyjemności – na magicznym prożku, gdzie rodziła się większość tematów do mojego pisania pazurem, przepełniona wielką radością i wdzięcznością za tak pozytywny obiór – delektowałam się różnego rodzaju smakołykami w gronie tych, którzy najbardziej i najczęściej narażani byli na wszelkie przejawy moich pasji. pięknie dziękuję za wszystkie miłe słowa skierowane zarówno do mnie, jak i do starszej latorośli, która, poprzez moją cyberprzestrzeń, zechciała się podzielić  swoim talentem. kłaniamy się obie nisko!

jak się okazało – nie tylko ja świętowałam wczoraj. przy okazji rocznicowego odświeżania kontaktów nigdy nie utraconych podzielono się ze mną produktem najwyższej jakości, innym spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość, przesłanym mi przez niewidzianego przeze mnie już 17 lat kompana bieszczadzkich wypraw w nieznane. jako nastoletnie dziewczę rozpoznałam w nim człowieka lasu i po latach przerwy, dzięki wymianie twórczości z racji naszych prywatnych jubileuszów, widzę, że nadal mocno to we mnie  rezonuje. od pierwszych sekund zaprezentowanego mi filmu miałam poczucie tego, że mimo iż nie znam go prawie wcale, to jednak kiedyś poznałam go całkowicie.

zgodnie z sugestią autora proponuję oglądać ze słuchawkami, bo dźwięk jest subtelny.

polecam The Silence – Part II – Waterfalls

ps. Andrzej, dziękuję za ten bezcenny moment! cieszę się, że wierny jesteś sobie i źródło wciąż nosisz w swoim wnętrzu!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

na szkle malowane

08 lut

los mnie rozpieszcza! wiem, że stosunkowo często to piszę, ale cóż poradzić, kiedy weszło w krew! łakomstwo na ekstazę życia okazuje się wcale przyjemnym nałogiem. często zdarza się nawet, że aby zaspokoić swój głód nie muszę wychodzić z domu, bo moja zbyt szybko dorastająca córa skarmia mnie co rusz  smakowitymi kąskami wychodzącymi spod jej wprawnej ręki.

biorąc pod uwagę zdolności plastyczne, którymi dysponuje i fakt że takowych nie odnotowano do tej pory po żadnej stronie drzewa przez pokolenia, wiara w to że jesteśmy architektami swojego życia nabiera całkiem realnych kształtów nawet w naszej demencji.

z okazji papierowych godów, z szatańską wręcz przyjemnością i matczyną dumą, rozlewającą się po ciele jak najszlachetniejszy trunek, prezentuję pot, krew i łzy… oraz trochę śliny, jak określiła to sama autorka. prace tworzone w ramach GCSE ART powstały w okresie 09.2012 – 01.2014 .

ps. dziękuję Ci maleństwo za to, że każdego dnia malujesz mój świat! cmok!

prace podlegają licencji CC-BY-NC

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii foto

 

papierowe gody

08 lut

równo rok temu zapukałam w to okno i zaprosiłam na gościnę w moim wnętrzu. cyberprzestrzeń, którą zafundowałam sobie w ramach autoterapii, przyjęła mnie bez zbędnych pytań, dając względną anonimowość i poczucie pełnej akceptacji, czyli wszystko to, czego potrzebowałam, by zakończyć/rozpocząć proces powrotu do źródła.

czas na bilans. zgodnie z obowiązującym kalendarzem mam 36 lat, choć przy zakupie alkoholu bywam proszona o okazanie ID. zgodnie z prawem cywilnym i kościelnym obyczajem od kilku długich lat jestem praktycznie potrójnie rozwiedziona, single lady, a systematycznie spotykam się tu na małe tête à tête z całą plejadą znajomych/nieznajomych. taki układ na odległość – na dodatek z niczym nieograniczoną liczbą partnerów, bez względu na wiek, płeć i orientację seksualną, poglądy polityczne, wyznanie, status cywilny, czy stan konta – w moim przypadku, jak do tej pory sprawdził się w 100%, dając swobodę, o jakiej nigdy nawet nie marzyłam, poczucie całkowitej wolności, spełnienia na wielu polach i, co najważniejsze, pozwolił mi odnaleźć samą siebie.

za te wszystkie poczynania co poniektórzy chętnie widzieliby mnie na stosie, ja jednak, osłonięta szczelnym kloszem swojej cyberprzestrzeni, rozkoszuję się przychylnością losu tworząc moją rzeczywistość każdego dnia na swój własny obraz, ciągle od nowa i tak bez końca.

to był najlepszy pierwszy rok, jaki kiedykolwiek było mi dane przeżyć w jakimkolwiek związku i z jakimkolwiek partnerem! dzięki temu – jak wróżono mi na początku – przelotnemu zainteresowaniu, po dwunastomiesięcznym cyklu niczym nieograniczonej swobody zabarwionej czasem lekką nutką dekadencji, cała promienieję szczęśliwością i rozkwitam w zachwycie nad życiem. a to dopiero początek!

ps. dziękuję za to wspólne bytowanie wszystkim i każdemu z osobna! zainteresowanie tym, co mi w duszy gra jest dla mnie wielką przyjemnością i prawdziwym zaszczytem.

polecam METALLICA The Memory Remains

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona dwudziesta szósta

08 lut

odziana szczelnie w skórę i kości, z krwią tętniącą jasną czerwienią w stróżkach jej drobnych żył, bosa kobieta wychodzi ze snu, którym okryła się szczelnie na długie miesiące zapomnienia. połyskującą milionem skrzących się iskier powłokę kruchego ciała okrywa lekką tuniką utkaną z szarych mgieł unoszących się nad wodami odrodzenia i płynnym rytmem wchodzi na nowy trakt. tak przystrojona rusza wprost na spotkanie tłumu, który przeczuwając jej nadejście zaczyna nasłuchiwać z oddali jej bezszelestnych kroków.

dumnie wyprostowana zdaje się sunąć w oderwaniu od ziemi. naga skóra głowy emanuje subtelną energią rozrzedzającą chłodne o tej porze cyklu powietrze, które wypełnia jej płuca życiodajnym podmuchem. uśmiecha się delikatnie i pochłania krajobraz roztaczający się przed jej błyszczącymi radosnym uniesieniem oczami. skupiony wzrok zawiesza nad linią horyzontu, który już wyznaczył nowy kierunek dla jej śpiewnej pasji.

idzie bez pośpiechu, bez imienia, bez żadnego balastu. naciąga kaptur na uniesione w niemym zachwycie brwi i pozwala wibrującej poświacie napełniać tęskne wyczekiwanie nowym przesłaniem, jakie niesie tym, którzy gotowi są odrodzić się w strumieniu jej słów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

czasoumilacz

05 lut

czas zawsze był pojęciem względnym i odbieranym bardzo subiektywnie, mimo to ludzkość nauczyła się go odmierzać i zapisywać nim swoje życie. po długiej ciszy, kilku minionych pomiędzy wiosnach i zimach, dostałam maila od starego druha, kamrata z czasów, kiedy uczyłam się żyć na nowo – czytam już od roku bez 5 dni. nie tylko ja odliczam w takim razie…

przejmujące to uczucie, kiedy ktoś ogromnie bliski kiedyś, a jakby nieznajomy dziś daje znać, że jest obok. jakby kontakt z zaświatów. w pierwszym odruchu chciałam łapać za telefon, a w drugim złapałam się za głowę, bo przyjaciele z ciężkiego czasu poszukiwania samej siebie lekko ze mną nie mieli.

lata świetlne wstecz byłam kimś innym. nie przepraszam za to. dziękuję jednak za czas i wyrozumiałość, jaką mi okazano w tym błądzeniu po omacku. ja również kłaniam się nisko!

polecam THE DOORS Break on Throught

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

more than words

03 lut

niejednokrotnie pisałam o tym, jak ważna jest samorealizacja. jednak wszystkim nam dobrze wiadomo, że słowa nie uczą, a prawdziwą wiedzę zdobywamy przez doświadczenia, więc na poparcie tej tezy prezentuję zatrzymane w kadrze chwile, które przynoszą spełnienie zarówno twórcom, jak i ich odbiorcom.

moja duchowa bliźniaczka, niezmiennie od wielu lat realizuje się poprzez taniec. jej pasja przepełniona jest klimatem, którym zaraża skutecznie nie tylko swoje otoczenie. ten magiczny przekaz, podobnie jak oglądanie jej na scenie kilka lat temu, daje poczucie obcowania z wielką sztuką, którą dziś w ramach gościnnego występu mam niekłamaną przyjemność zaprezentować w mojej cyberprzestrzeni.

fotografie, autorstwa tancerek i ich bliskich, są udostępnione na licencji CC-BY-NC i pochodzą ze Zbiorów Archiwalnych Grupy Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto