RSS
 

antyBUKA

27 mar

za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, czyli gdzieś bardzo daleko od mojej czasoprzestrzeni znajduje się tzw. przychodnia, w której tzw. lekarze medycyny praktykują swoje zacofanie. i dziś właśnie skierowałam do niej swoje kroki. a że nie kierowałam się potrzebą serca, ani tym bardziej zdrowym rozsądkiem odbiłam się tam od betonu niekompetencji i z kwitem na paracetamol wróciłam do swojej chatki na kurzej stopce.

okazuje się, że pozytywne nastawienie nie zawsze się sprawdza, a już na pewno nie w przypadku każdego bliźniego.

na szczęście lekarskie recepty nie są jedynym przepisem na ozdrowienie i nie zawsze po medykamenty, które mogą nam pomóc musimy kierować się do służby zdrowia. w każdym razie zawsze możemy zdać się na intuicję i rodzinę ze starego kraju. najważniejsze, że smarkozielona wydzielina z nosa mojego syna już nie straszy jak BUKA z czasów dzieciństwa, a  odcięcie od nie/łaski NHS nie spędza już snu z powiek piszącej te słowa matce polce z szesnastoletnim stażem rodzicielstwa.

ta mroczna chwila załamania kondycji zdrowotnej mojego stada – jak ciężkie skłębione zasłony, które zawisły w środę złowieszczo nad błękitem wiosennego nieba nad moją wyspą i przykryły okoliczne ulice oraz kwiaty w aluminiowym ogródku kropelkami zmrożonego deszczu – już za nami.

niezawodna prawda zawarta w ludowym porzekadle głosi, że po burzy przychodzi spokój, a inteligencja emocjonalna mówi, że gniew lub, jak kto woli, podniesiony maksymalnie poziom wkurwieliny przynosi ze sobą ukojenie, więc all is well!

polecam PIERSI Bałkanica

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii niecodziennik

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Jewa

    28 marca 2014 o 10:00

    Mam nadzieje, ze moj „maksymalnie podniesiony poziom wkurwieliny” oraz innych emocji tez przyniesie za soba ukojenie and all is going to be well! Sciskam.