RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2014

everlasting life

30 kwi

czasem pełny oddech łapiemy dopiero po drugiej stronie.

łagodna zaduma kołysze dziś do snu kilka serc. przemiana przesycona smakiem błogiego odprężenia spłynęła na Kochaną Matkę dziewczęcia o mocnym kręgosłupie, hebanowo lśniących włosach i niezmiennej pogodzie ducha, z którym w ostatnim roku na telefonicznych łączach dzieliłam siostrzane smutki i niepokoje.

nie pora to jednak na smutek lecz na pochwałę życia ujętą nowymi słowami. teraz już tylko pozytywnie, bo dobra dusza uwolniła się do pełniejszego bycia, w którym już zawsze będzie szczęśliwa.

SOMEWHERE OVER THE RAINBOW

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik

 

salut!

26 kwi

to był wspaniały rok. czas nabrał kosmicznego przyspieszenia, które wyniosło mnie na najwyższą dotychczas orbitę. przyglądanie się światu, poszerzone o nawą perspektywę, rozwinęło moją wiedzę ogólną, przywiało nowe horyzonty. zdecydowanie mogę stwierdzić, że poznałam sens istnienia.

dużo się nauczyłam. jestem lżejsza o ciężar smutku, jaki towarzyszył mi niepotrzebnie wiele lat i młodsza o milenia radosnej kontemplacji, które pozwoliły mi pełnię smaków odczuwać każdego dnia.

mam cudowne życie, które szczerze doceniam i uwielbiam. a – co ważniejsze – codziennie przekonuję się o tym, że z wzajemnością. jestem najbogatszym pospolitym ptakiem na świecie! wasze zdrowie!

polecam AVICII FT. AUDRA MAE Long Road to Hell

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto, niecodziennik

 

kobieta-kruk

26 kwi

w ramach spełniania urodzinowych zachcianek, w niedawno dodanym cyklu pazurem pisane, prezentuję dziś rejestr pierwotnej wersji mojej cyberprzestrzeni.

w czasie, kiedy składałam się na nowo pisałam do szuflady. przelewane wtedy na papier i twardy dysk myśli, mimo intensywności kontrastów będących moim udziałem, wypełnione były determinacją i pasją życia.

zawarty w tej księdze – dziś dumnie prężącej się na półce, wydanej dzięki inicjatywie i współpracy tej najważniejszej, duchowej bliźniaczki oraz tej obecnej pomimo wszystko – czas obfitował w bardzo intensywne przeżycia, które – patrząc z perspektywy, bez zbędnego sentymentu, ani rozwlekania tego, co było – pozwoliły mi docenić wartość życia. pozwoliły mi dorosnąć do bycia sobą.  2005 – 2009

Kobieta-kruk ©

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii pazurem pisane

 

odsłona dwudziesta siódma

25 kwi

eteryczna postać w zwiewnej tunice utkanej z jedwabistej szarości rozpoczyna rytualny taniec. przechodzi w zielono-niebieski wymiar swojego istnienia. dziękczynna uczta obfituje w wyraziste smaki i tony emocji.

szara kapłanka oddaje się kontemplacji wyczarowanego z głębi niebytu czasu całkowitego zespolenia z własnym wnętrzem. z wysoko podniesioną do wiosennego słońca twarzą patrzy na swój świat szeroką perspektywą, do jakiej dojrzewała w zimowym sezonie.

przyszedł czas zbierania żniw. jest gotowa. jest sobą.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

mea culpa

19 kwi

wielka sobota, to niezmienne od lat rytuały – pisanki i święconka. tradycja z dziada pradziada zobowiązuje, nawet jeżeli polityka kościelna bardziej do niego dystansuje niż zbliża dnia powszedniego. mając to na uwadze – z całym swoim otwartym umysłem i przepełnionym radością serduchem, uśmiechem na twarzy, dwójką własnych dorastających pociech u boku, a nawet z pępowinowym dzieckiem na ręku i towarzyszącym nam konkubentem przyjacielki o laserowym spojrzeniu - udałam się do polskiego kościoła, by wspomnianej tradycji stało się za dość. nasza uroczysta pielgrzymka tym bardziej promieniowała wielkanocnym duchem, im bardziej wiosenne słońce rozświetlało drogę tego wyczekiwanego jak co roku spaceru.

w kościele przywitał nas wielki rzutnik, jak za czasów dzieciństwa, kiedy to na ekranie pojawiały się słowa pieśni, zachęcające do wspólnego uczestniczenia w nabożeństwie. i na tym koniec radosnego piania. na ekranie, niczym w urzędowym budynku, a raczej na sali rozpraw krótki komunikat – jesteś w świątyni; zachowaj ciszę. rzędy karnie usadzonych wiernych nie pozostawiały nic do dodania. no może poza kapłanem, który zza profesorskich okularów, akompaniując sobie przy tym zawieszonym w powietrzu palcem, umoralniał zebranych między innymi o wypełnianiu powinności utrzymywania parafii oraz niemożności zbawienia bez przystępowania do sakramentów odprawianych przez kościół.

przez moment pomyślałam, że dziwnym zrządzeniem losu przeniosłam się w czasie do średniowiecza i zaraz zapłonę na stosie, zbudowanym przez surową inkwizycję. nic dziwnego, że kościoły pustoszeją. jakże miłe było zaczerpnięcie powietrza po wyjściu na rozgrzane słońcem ulice! jakże odmienne wrażenie kościoła odnotowałam nie tylko za czasów dzieciństwa własnego, moich dzieci, ale także tego, który tworzy teraz swoją posługą nowy papież. wśród niektórych kapłanów, jak widać na załączonym obrazku, nie przemija jednak tendencja do bycia bardziej papieskimi niż sam zainteresowany. może doczekamy się czasów, kiedy również im zniknie sztywny kij od miotły

obyśmy nie zatracili ludzkiego oblicza w te święta! WESOŁEGO ALLELUJA!

polecam SUOR CRISTINA SCUCCIA VS LUNA P. Girls just wonna have fun

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik

 

glory and gore

16 kwi

niejednokrotnie już wspomniałam, jak pochłaniające i inspirujące jest przypatrywanie się dorastaniu własnych dzieci. przed nami college, a już za dwa lata studia! moje maleństwo dorasta i wchodzi w uroki samodzielnych decyzji i dylematów z tym związanych. okazuje się, że jednak wyborem na przyszłość są kierunki medyczne, jednak zupełnie odmienne od przewidywanych, bo forensic science.

konsekwentnie więc, skupiła ostatnio swoją uwagę na bardziej naukowym podejściu, a jednocześnie nadała artystycznego wizerunku przeprowadzonym przez nią eksperymentom z materiałem twórczym. tak powstała niepospolita w swym wyrazie galeria, którą – po chwili wahania – z mieszaniną ciekawości i swoistego podziwu dziś prezentuję.

załączone fotografie elementem składowym kolejnego projektu w ramach GCSE ART. jak określa je autorka - są obrazem na to, że glory and gore go hand in hand, a  tylko wnikliwe poznanie umożliwia nam docenienie tego jak wspaniałym mechanizmem jest ciało.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto

 

zróbmy hałas

14 kwi

trwająca na mojej wyspie wielkanocna przerwa od szkoły zaczęła przeobrażać się też w przerwę od pracy. kwietniowe słońce na dobre rozbudziło ogródek w aluminiowych donicach, który soczystą zielenią dodał intensywności mojej czasoprzestrzeni, czyniąc tym wielką przyjemność piszącej te słowa.

wielki tydzień rozpoczął się bardziej niż intensywnie, bo poza układaniem mazurkowego menu, otworzył się też rowerowy sezon. młodzieniec podający się za mojego synka zdążył, w kilka godzin od wyjęcia rowerów z piwnicznych ciemności, zepsuć nowo zakupioną pompkę, przytrzasnąć sobie nią wskazujący palec prawej dłoni, niemal całkowicie spuścić powietrze z tylnego koła jego niebieskiego lazera oraz prawie wybuchnąć nastoletnim rozżaleniem, którego poziom podniósł się maksymalnie na skutek nagromadzenia się przejściowych niepowodzeń losowych.

trudy popołudnia zostały jednak szczęśliwie uwieńczone pierwszymi w tym sezonie rundkami wokół parkingu u podnóża naszej chatki na kurzej stopce. zarówno pojazd, jak i ujarzmiający go jeździec nadal  pozostają w nienaruszonym stanie, więc jest dobrze!

dużo się dzieje. czas zdecydowanie przyśpieszył. przyglądanie się dorastaniu własnych latrośli przesycone jest grzmotami wyładowań wzrastających w dorosłość umysłów, energetyzującą radością, ale też specyficzną melancholią, pamiętającą dobrze własne przeżycia z tego czasu.

polecam QUEEN Bicycle Race

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

taką się widzę

12 kwi

materiał na rozdział życia, jak się później okazało, zafascynował mnie jeszcze zanim zdawałam sobie sprawę o tym, jak wielką siłę rażenia ma sztuka afirmacji.

jako nastolatka swoją pasjonującą przygodę ze słowem mówionym zamieniłam w styl bycia. po starszej koleżance dostałam w spadku krótki tekst wycięty z prozy Tadeusza Nowaka. im bardziej go oswajałam, tym bardziej zachłanna stawałam się na dłuższe momenty wchodzenia w inną rzeczywistość, jaką umożliwiała mi forma teatru jednego aktora. i właśnie ten romans ze sceną zaowocował spektaklem, wystawionym na zakończenie maturalnej klasy, który przyniósł mi też gotowy scenariusz na życie.

dziś – bardziej niż kiedykolwiek – widzę, jak wielką mamy moc w kreowaniu własnej rzeczywistości. ćwierć-godzinna wizja namalowana słowami ludowej baśni przyniosła mi więcej niż mogłabym się spodziewać. dwa lata po jej wystawieniu wróciłam na scenę jako mężatka z pierwszym puszystym kociątkiem na ręku, a literacka wizja jabłek z rajskiego ogrodu jeszcze kilka długich lat towarzyszyła mojej codzienności. 1994 -1996

Taką się widzę ©

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii pazurem pisane

 

słowo na niedzielę

06 kwi

z czasu, kiedy to telewizja stanowiła jedyne okno na świat, pamiętam różne tytuły, czasem strzępy programów, ogólny zarys tego, co zapisało się na moim osobistym twardym dysku. choć naprawdę od tego momentu dzielą mnie ponad trzy dekady, to wspomnienie szczególnie jednej audycji do tej pory jest dla mnie szczególnie kontrowersyjnie. czytane tam fragmenty pism, potem interpretacja ich przez kolejnych duchownych zawsze brzmiała dla mnie całkowicie abstrakcyjnie i obco. jakby nic z tego, co było tam omawiane, nie dotyczyło mojej małej jeszcze wtedy istotki.

oczywiście była to inna epoka. w niedzielę wszystkie sklepy były zamknięte, główną atrakcją tego dnia było wyjście do kościoła i na lody po mszy. urodziłam się pod ukraińską granicą, więc obrzędy obyczajowo-religijne były tam szczególnie kultywowane. pamiętam miedziany pieniążek na tacę i kojący chłód kościoła. oczywiście nie przysłuchiwałam się żadnym naukom płynącym z ambony, bo jedynym zainteresowaniem wtedy obdarzałam rzędy różnorakich chustek na głowach staruszek odmawiających z półprzymkniętymi oczami różańce i malowidła na ścianach, które były jednakowo fascynujące, jak i przerażające zarazem.

należę do pokolenia, które lekcje religii miało przeprowadzane w salkach katechetycznych, więc dużo w tym czasie widziałam. krzyże i modlitwa wróciły do szkół dopiero na etapie edukacji średniej niemalże, więc dużo mnie też ominęło, co w sumie daje zerowy bilans, pozostawiając mi możliwości wyboru swoich praktyk w dorosłym życiu.

skąd zatem temat wpisu, a raczej – co za nim stoi? oczywiście refleksja. mamy przecież szczególny czas. w starym kraju zaczyna się okres rekolekcji. moje osobiste dzieci zostały przez wyspę odprawione na długą wielkanocną przerwę w nauce, więc ewidentnie pora specyficzna. w zeszły weekend, tuż pod moimi oknami praktycznie, młodzi czarnoskórzy raperzy, swoją rytmiczną ekspresją wychwalali Pana, zapraszając do kościoła, który zaczął wychodzić do potencjalnych wiernych na ulice. kilka dni temu świadkowie jehowy zapukali do moich drzwi z zaproszeniem – to observe the anniversary of the death of Jesus. język oczywiście obowiązujący na wyspie, jednak akcent znajomy dla polskiego ucha, więc nasi! tutejszy kościół też nie pozostaje w tyle, bo na rogach ustawiają się wręczający ulotki tubylcy, nawołując do uzdrawiania duszy podczas wspólnej modlitwy.

jak widać konkurencja jest wielka. marketingowa machina kościelna, mimo różnic w podejściu do tematu, wystawiła swoje działa, by za wszelką cenę próbować przynajmniej nas zbawić. i ja osobiście wszelkie te próby bardzo szanuję. szanuję też wolną wolę, w jaką jestem wyposażona od zarania swojej osoby, dlatego z cynicznym uśmiechem na ustach patrzę na to, jak powołujący się na Boga posłańcyczęsto nieproszeni, nachalnie nagabując, na siłę nawet  – starają się przykuć ludzi na nowo do fundamentów, które zaczęły się kruszyć pod własnym ciężarem.

polecam MARILYN MANSON Personal Jesus

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

być naprawdę

05 kwi

pamiętam sierpniowe popołudnia pod gruszą u zejścia Wisły i Dunajca, gdzie letnie burze przeszywały parne niebo głośnymi błyskawicami.

obserwując stawiające pierwsze kroki maleństwo, wczytywałam się w nowelę angielskiej pisarki i feministki, uważanej za jedną z czołowych postaci literatury modernistycznej XX wieku, po czym rwałam na strzępy obrazy, jakie niosła ze sobą ta nowatorska proza, by – poprzez fragmenty malowane jej specyficznym piórem – naszkicować swoją własną wizję zawartego tam przekazu.

efektem tego, spędzonego na małopolskiej wsi czasu, jest szkic teatru jednego aktora, którego scenariusz, oparty na podstawie FAl Virginii Woolf, narodził się krótko po przyjściu na świat mojej pierwszej latorośli. lipiec – sierpień 1999 rok.

Być naprawdę ©

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii pazurem pisane