RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

sen nocy letniej

22 cze

wicie wianków i rzucanie ich do falującej wody każdego z nas przenosi w obszary, których przez milenia nawet nie udało się wyplenić z ludowych zwyczajów. festiwal miłości i urodzaju bogato opisywany w literaturze pięknej wciąż żywo kultywowany jest w obyczajowości ludzkiej, która ochoczo przystaje na wszelkie przejawy radości życia.

letnie przesilenie łączy w sobie zwyczaje pogańskie z religijnymi obrzędami. dla mnie jest zrównaniem tego, co nazywamy rzeczywistością z tym, co głęboko zakorzenione jest w naszym splocie słonecznym. jesteśmy dziećmi jednego źródła, które  mocno pulsuje radością i przekonaniem, że nie ma nic piękniejszego i cenniejszego, jak odnawiający się wciąż na nowo cykl życia, w który jesteśmy odwiecznie wpisani.

z okazji minionej sobótki prezentuję obrazy pulsujące w wyobraźni mojej osobistej artystki na zlecenie, która swoimi projektami zabiera mnie na wyprawy do świata nieograniczonego żadnymi limitami, gdzie – jak pisał mistrz słowa Shakespearewariat, poeta, człowiek zakochany, są utworzeni wszyscy z wyobraźni…

prace podlegają licencji CC-BY-NC

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii foto

 

przylądek dobrej nadziei

21 cze

za górami, za lasami, za wielkimi morzami było Państwo, gdzie ludzie żyli tylko problemami :cry:
dni i noce mijały tam smutno i nigdy nie wstawało lepsze jutro :-?

razu jednego wszystko ustało, bo ludziom smutku się odechciało :lol:
utopili go w chichotaniu serdecznym i zaczęli żyć szczęściem wiecznym :mrgreen:

uśmiech rozpoczął tam panowanie, a ludzie ochoczo przystali na nie :-D
Przylądkiem Nadziei zostało ochrzczone i każdy codziennie mógł nosić koronę :-P

bajeczka ta niesie promienie słońca – kto nie wierzy, niech czyta od końca 8-O
tym, co pytają – jak? odpowiem – po prostu, wspak :roll:

morału, ni przyczyn tu nie ma :-o
kto w to nie wierzy, ten szczęśliwego życia nie ma ;-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii bajki NIEusypiajki

 

biały kruk

15 cze

sobota pracująca okazała się i tym razem kwintesencją dobrej zabawy. ucztowałam na wszelkich możliwych płaszczyznach. najpierw, w przylądku dobrej nadziei, nieoczekiwanie powitały mnie kawowe michałki, które wraz z zaskoczeniem przyniosły więcej przyjemności na resztę dnia – rozmowy bez nacisku, domowej roboty burgery, zbieranie truskawek z aluminiowego ogródka, spotkania 3-go stopnia z rudzikiem, coraz frywolniej zmniejszającym dystans i ochoczo wchodzącym w dialog swoim śpiewem oraz wielki finał – opowiedziana na nowo stara baśń w wydaniu 3D.

w wyludnionym kinie, w zaciszu niemalże prywatnej projekcji, świat nabrał bardziej wyrazistych barw. nic nie jest tylko białe albo tylko czarne. w swej nowej odsłonie bajka na dobranoc, której brzmienie od dziecka wydawało się fałszywe, potwierdziła, że przyszedł czas na świadome spojrzenie, które rejestruje znacznie więcej odcieni, niż podstawowe kolory.

dobrze się dzieje na świecie, który zaczyna znane historie pisać na nowo. i choć stare myślenie ciągle jest w cenie - obserwuję subtelne zmiany, które przynoszą błogie rozprężenie i przekonanie, że w końcu puzzle zaczynają wskakiwać na odpowiednie miejsca, że to właśnie ma sens.

wpatrzona w uśmiech – przyklejony permanentnie do twarzy, która wydaje się coraz bardziej  znajoma, kiedy ciekawie przygląda mi się odbijana w spojrzenia tych, których spotykam każdego dnia na mojej, jaśniejszej stronie księżyca - wyraźnie widzę, że nawet głupiec ma swoją historię. zacznijmy od wysłuchania się w siebie.

polecam LANA DEL REY Once Upon A Dream

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

drama queen

12 cze

codzienność wydaje się być nafaszerowana skwaszonymi minami, jak dobra kasza skwarkami. w pewien sposób mnie to bawi, ale niektórych lepiej omijać szerokim łukiem.

tyczy się to również mojej zbyt szybko dorastającej córy, która jest w trakcie egzaminów, otwierających drzwi na świat wielkiej edukacji. śmiało można powiedzieć – bez kija nie podchodź, więc staram się nie wchodzić w pole rażenia. niemniej jednak serce rośnie patrząc, jak kolejne pokolenie przechodzi ten sam bunt na wszystko to, co wydaje się zupełnie niepotrzebne w późniejszym życiu. nic to! jeszcze tylko tydzień… a za cztery lata powtórka z rozrywki, bo GCSE nie ominą również mojego dziedzica. już się nie mogę doczekać!

poza osobistym domostwem trudy życiowych sprawdzianów z wewnętrznych dylematów mam okazję obserwować też wśród rodaków skupionych przy wątpliwej woli utrzymania trzeźwości. towarzyszy im to samo pytanie, które podają sobie z ust do ust, jak uczniowską mantrę – komu to potrzebne?!

są rzeczy, na które wpływu w życiu nie mamy i takie, przez które przejść trzeba, bo inaczej niczego się nie ugra. powodzenia w egzaminach dojrzałości! z racji, że tak naprawdę nigdy się nie kończą – zawsze można je poprawić, więc – no big deal!

polecam LULU Shout

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

róg obfitości

08 cze

jestem tutaj. jestem pełniej, niż kiedykolwiek. wszystko, co kształtuje moje życie w tym momencie jest perfekcyjne, bo całkowicie i bezsprzecznie czuję pełnię pojednania z sobą. jestem kompletna. powtarzam się w pieśni pochwalnej, bo mi z tym dobrze. w myśl doskonałej kreacji wydaje się to najbardziej naturalną czynnością, przynosi uczucie spełnienia, bo jest potwierdzeniem, że połączenia z absolutem nie sposób utracić. cudowne to odczucie.

możliwość dokonywania wyborów przynosi nieopisaną radość. ekstatyczna wręcz euforia towarzyszy świadomości, że wszystko, co w życiu ma sens robi się dla egoistycznej, hedonistycznej wręcz przyjemności, jaką przynosi ten niekończący się taniec przesycony pragnieniami, pasją i radością istnienia.

w przylądku dobrej nadziei, gdzie mam przyjemność ostatnio często przebywać z racji ochotniczej pracy, której się podjęłam – przy swobodnie prowadzonej bilingwalnej rozmowie, w towarzystwie bardziej niż wyborowym, bo złożonym z tych, co sensu życia poszukują wszelkimi możliwymi sposobami, często poza marginesem ogólnie przyjętej przyzwoitości – poproszona zostałam o podzielenie się moim talizmanem na szczęście. odmówiłam. nie dla pozoru, ani ochrony prywatności. żadnego nie posiadam. osobiście uważam, że nie potrzebujemy amuletów, bo sami sobie jesteśmy najlepszym gwarantem sukcesu, a na dodatek mamy do niego całkowity i nieprzerywalny dostęp.

kocham życie i ludzi, których stawia na mojej ścieżce, jak też  i to, co jeszcze może się w nim pojawić. jestem szczęśliwa. sama sobie przynoszę pomyślność. żadna to moc nadprzyrodzona, nie jestem w tym względzie wyjątkowa. zbudowani jesteśmy z tej samej gliny, tętni w nas jedno źródło i prowadzą do niego wszystkie drogi, więc – good luck to you! you are the only luck, which you are looking for, so go find yourself and start enjoying your happiness!

polecam THE PRETTY RECKLESS My Medicine

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik

 

maił się maj

08 cze

miniony już dawno miesiąc obfitował w przyjemności. intensywne słońce równo rozkładało promienne ramiona, by  swoim ciepłym dotykiem otulać zarówno tych, co na morzu, jak i znajomy krajobraz za domowym oknem na świat.

kołysząc się swobodnie na ciepłej fali przyjemnych wspomnień minionych dni, przysiadam na prożku, by dogonić jutro, które bogatsze jest o wszelkie doświadczenia, w świetle których dziś wczorajsze myśli rezonują specyficznym rodzajem pewności zabarwionej przekonaniem, że życie jest cudowne i tak właśnie być powinno.

uchwycone w kadrze chwile, zamiast pocztówek z pozdrowieniami, dedykuję tym, którym nie szkoda czasu, by złapać drugi oddech. warto.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto