RSS
 

life goes on

03 lip

przesycone kolorami interakcje z ludźmi. nie/przypadkowe spotkania. rozmowy bardziej lub mniej kontrolowane. pies bojowy układający swej mocnej budowy ciało na moich drobnych stopach, proszący przy tym o zabawę i dobre słowo. uśmiech kilkutygodniowego noworodka i nad wyraz świadome spojrzenie zaciekawionych tym światem oczu wpatrujących się wesoło w moją twarz. zamknięte w telefonicznej słuchawce – jednak słyszalne wyraźnie – dogłosy burzy w starym kraju i niewyczuwalny dla nosa – jednak zaskakująco mocny – aromat rozgrzanego asfaltu, na którym roztapiają się bryłki lodu. dojrzewające leniwie w pełnym słońcu pomidory własnej hodowli. krople łez na policzkach dziedzica rozczarowanego własnymi nie/osiągnięciami w tym chylącym się ku końcowi szkolnym roku. błogie uczucie ulgi po kończącym się dniu, kiedy ogródek w aluminiowych donicach zaczyna nasiąkać powoli dozowaną przeze mnie wodą. satysfakcja malująca się szerokim uśmiechem na twarzy maleństwa -  dorosłego już w świetle tubylczego prawa, które jeszcze nie nacieszyło się dopiero rozpoczętymi wakacjami, a już misternie rozrysowuje plany na to, co nadchodzi. bukiecik frezji skromnie usadowionych w kącie przepełniający swoim aromatem otwartą przestrzeń mojego pokoju. uśpione pragnienia w zgaszonych umysłach braci i sióstr pod wezwaniem mocnego anioła. krople potu i krew tętniąca wyraźnie w moim ułożonym do spoczynku ciele, kiedy już przekraczam granice rzeczywistości, by dogonić siebie na skraju utrwalonej w zasypiającym umyśle tęczy. anielski orszak odprowadzający nieistniejące nigdy korelacje rodzinne zapisane w kodzie genetycznym moich latorośli. pierwsze od lat plany wyjazdów w nieznane. rozszarpywana pneumatycznymi młotami od wczesnych godzin porannych ulica pod moim oknem. wysyp truskawek, o których pisać można jedynie na złotym aksamicie. poszukiwania przejrzałego kopru, który wzmocni aromat ogórków już cierpliwie oczekujących na upchanie w słoikach. koty uparcie wchodzące pod nogi. odcięcie sygnału rodzimej tv w ramach kaprysu i wolnej woli. ślimak przesuwający sie własnym tempem obok przetartej wycieraczki przy domowym prożku. leniwe drzemki regulujące uśmiech i ostrość spojrzenia. śmieci niczyje zalegające przy ścieżkach prowadzących do mojej chatki na kurzej stopce. perlisty śmiech pępowinowego dziecka podrzucanego do góry w rytualnym tańcu figlarnego rozbawienia. cisza, która gości tylko w głowie i tylko czasami. wdechy i wydechy, które w swym naturalnym rytmie dorównują niezawodnością wschodom i zachodom słońca.

dobrze mi.

polecam MAANAM Szał Niebieskich Ciał

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii niecodziennik

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Jewa

    4 lipca 2014 o 08:31

    :))