RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2014

indygo dance

28 wrz

nasze nastroje tworzą specyficzną atmosferę, która w rzeczywistości oddaje prawdziwą istotę naszej osoby. cokolwiek nas buduje tu i teraz promieniuje z nas, niczym radiowe fale. feromony. aura. pożądanie. emocje. wiedza. wierzenia. świadomość. bez względu jak określamy to, co niedostrzegalne gołym okiem, wszystkim nam chodzi o to samo.

są chwile, kiedy pozwalamy sobie na więcej. są chwile, kiedy pojawia się w nas inspiracja. czasem wychodzi z naszego wnętrza, czasem skupiamy się na tym, co przez nie filtrujemy ze świata szarej codzienności. momenty, w których można usłyszeć, zobaczyć, dotknąć, powąchać, zakosztować tego, co porusza nas do głębi.

przeszywających dreszczy na każdym centymetrze skóry całkowicie i bezsprzecznie potwierdzających fakt, że właśnie dotarliśmy do rejonów, w które dotąd jeszcze nigdy nie zaglądaliśmy. dziś tylko tego sobie i Państwu życzę!

raJPG

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

kotlet z psa. trzeciej kategorii

23 wrz

… przemielony razem z budą! tak śmiało mogę określić stan fizyczny, jaki towarzyszył mi w trakcie kilku ostatnich dni, kiedy to przesycone virusami powietrze dobrało się i do mojej  świadomości, fundując permanentny tupot białych mew, pomieszany z warkotem pneumatycznego młota rozrywającego moją czaszkę na obrzeżach percepcji i znacznie podniesionym w związku z tym poziomem wkurwieliny w organizmie. zdaje się, że rozumiem, co niektórzy przeżywają podczas spotkań ze mną. a przynajmniej ci utrzymujący, że przechodzą drill’owanie czaszki. tym bardziej niepokojące w tym świetle są sms’y o treści marzę o sesji z Tobą… chyba wyhodowałam psycho-fana. czy ja wspominałam już, że nie umawiam się z klientami??? w ogóle się nie umawiam, dla ścisłości. głowę golę na łyso nie bez powodu. jestem aseksualna i poza obiegiem. kropka

nie tylko ja przechodzę turbulencje. ale pytanie – kto nie przechodzi? po powrocie z college’u moje maleństwo opowiedziało o przejściach na biologii z nauczycielką o kanadyjskim akcencie, będącą wspaniałym fachowcem, znanym też z ekscentrycznych zachowań, jakim czasem ulega w określonych sytuacjach związanych z brakiem odpowiedniej partycypacji w przekazie, który oferuje studentom. dziś wybuch furii zakończył się zatrzaśnięciem klasowego pomieszczenia gaśnicą pp. cóż, niektórzy uczą z pasją… przyjacielka o laserowym spojrzeniu, podczas zwyczajowej rozmowy telefonicznej, w ciągu trzydziestu sekund zdegradowała gatunek męski do jednokomórkowej ameby. mój błąd – to akurat byłam ja, ale intencja wyszła zdecydowanie od niej, niemniej jednak do końca biorę odpowiedzialność za słowa w tym przypadku. dziedzic kuleje. w domu syf, w kącie stos papierów czekających na moją uwagę, bo ja mam off z racji zmagania się z niedyspozycją fizyczno-emocjonalną, podczas której, dla odwrócenia uwagi, oddałam się surfowaniu po sieci, a tam czas szybko leci…

reasumując – w eterze ewidentnie podbita vibracja; starzy kamraci nie wychodząc z cienia nadal kibicują, co spływa jak miód na serce; trochę optymizmu i przyjaznego nastawienia, można się też nadziać na łyżkę dziegciu; poza tym typowy plastyk-fantastic, czyli – jest dobrze! jest z czego wybierać! życie jest piękne! enjoy it!

polecam YARO Rowery dwa

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik

 

droga na Ostrołękę

17 wrz

zapach ziemi i niebo zasnute chmurami, uchwycone zupełnie męskim spojrzeniem przez osobistego konkubenta mojej przyjacielki o laserowym spojrzeniu, mocniej niż mgły wyścielające poranki i wieczory na mojej wyspie nieodzownie obudziły wspomnienia złotej polskiej jesieni.

polną drogę ze starego kraju, która wzmocniła sentyment zapisany w korzeniach, oddaję dziś do wglądu wszystkim tym, którzy na rozdrożach, zakrętach i linii prostej. niech nam się darzy!

fotografie podlegają licencji CC-BY-NC

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii foto

 

cisza przed burzą

16 wrz

I znowu cisza zburzona. Jakby w ogóle jej nie było. Pojebani skejci za oknem. Wypili za dużo i deskorolki łamią. I te ich plastykowe lale. Stop it, stop it!!! Drą te pyski paskudne. Uuu!!!! Głupota ludzka nie zna granic. Znowu tamburyna, bębny, dzikie śpiewy. Dziwne. Coś nie tak. Rytm jakby zaburzony. O co chodzi? Betoniarka znowu „switch on”, a może właśnie zawsze, tylko czasem przycicha. Bo wydawałoby się, że pracuje non stop. Tak, to raczej pewne. Auto, bus, policyjne syreny, podpite głosy w oddali stłumione. I tylko on z góry, jasny, na to wszystko spogląda. Nawet helikopter po cichu jakoś dziwnie przeleciał. Już go nie słychać. Nie słychać nic. Nic nie słychać. Tylko cichy pomruk lodówki.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii no strings attached

 

księżyc żniwiarzy

10 wrz

po nocy wypełnionej wizerunkiem jasnego księżyca miałam okazję podziwiać rano klucz dzikich gęsi, przelatujących krzykliwie nad moją wyspą. czas znowu obraca tarczą zegara i dużo się podczas tego obrotu dzieje.

telefon z Cypru rozsiewający słoneczny klimat zabarwiony szotami tequili zaakcentował jeszcze wyraźniej smak unoszącej się w powietrzu jesieni; zbyt szybko dorastająca córa rozpoczęła college, na dodatek żeński, firmowany pieczątką tudor’ów. jej spostrzeżenia po pierwszym tygodniu – ladies are bitches! moje maleństwo dorasta… pępowinowe dziecko z szelmowskim uśmiechem, mieszaniną entuzjazmu i znudzenia zdmuchnęło świeczki na drugim już w swoim radosnym życiu urodzinowym torcie. dziedzic spakował torbę na rozpoczynający się właśnie rok szkolny, kończąc tym oficjalnie tegoroczne wakacje. przyjacielka o laserowym spojrzeniu przeniosła swoje domostwo na inną dzielnicę. miałam dzięki temu okazję kilka nocy z rzędu przemierzać nową trasę, podziwiając filmowo odmienione oblicze wyludnionych, nad wyraz spokojnych ulic. przytulne wnętrze certyfikowanego cub’a przyjemnie kołysało komfortową jazdą przez nocny wymiar mojego miasta, potęgując swym płynnym rytmem poczucie łaskawości losu mego.

żeby znowu nie nudzić krainą tęczy i jednorożców, wspomnę też o kwaśnym końcu mojej przygody w ramach wolontariatu; trzech miłosnych wyznaniach podrasowanych wysokim spożyciem alkoholu, kończących na tym etapie moją współpracę z przedstawicielami męskiego pierwiastka; spaleniu czekoladowego ciasta w mikrofali, przy pełnej obsłudze i pomysłowości mojego syna;  bolesnych i krwawych doświadczeniach z kontuzjami palców matki i córki niemalże w jednoczesnym momencie; i w końcu o drastycznym zniszczeniu – znów przez niezastąpionego w tej kwestii dziedzica – moich ulubionych i jedynych w swoim rodzaju okularów przeciwsłonecznych, które zakupiłam przypadkowo za okazyjną cenę jednego funta.

dużo zaobserwowałam i znowu przeorganizowałam wiadomości zbierane po drodze. ludzie przychodzą i odchodzą. kapryśni bywamy. bywamy też śmieszni i bardzo zagubieni. głupich nie sieją, sami się rodzą.

polecam CZESŁAW ŚPIEWA Caravan

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik