RSS
 

kotlet z psa. trzeciej kategorii

23 wrz

… przemielony razem z budą! tak śmiało mogę określić stan fizyczny, jaki towarzyszył mi w trakcie kilku ostatnich dni, kiedy to przesycone virusami powietrze dobrało się i do mojej  świadomości, fundując permanentny tupot białych mew, pomieszany z warkotem pneumatycznego młota rozrywającego moją czaszkę na obrzeżach percepcji i znacznie podniesionym w związku z tym poziomem wkurwieliny w organizmie. zdaje się, że rozumiem, co niektórzy przeżywają podczas spotkań ze mną. a przynajmniej ci utrzymujący, że przechodzą drill’owanie czaszki. tym bardziej niepokojące w tym świetle są sms’y o treści marzę o sesji z Tobą… chyba wyhodowałam psycho-fana. czy ja wspominałam już, że nie umawiam się z klientami??? w ogóle się nie umawiam, dla ścisłości. głowę golę na łyso nie bez powodu. jestem aseksualna i poza obiegiem. kropka

nie tylko ja przechodzę turbulencje. ale pytanie – kto nie przechodzi? po powrocie z college’u moje maleństwo opowiedziało o przejściach na biologii z nauczycielką o kanadyjskim akcencie, będącą wspaniałym fachowcem, znanym też z ekscentrycznych zachowań, jakim czasem ulega w określonych sytuacjach związanych z brakiem odpowiedniej partycypacji w przekazie, który oferuje studentom. dziś wybuch furii zakończył się zatrzaśnięciem klasowego pomieszczenia gaśnicą pp. cóż, niektórzy uczą z pasją… przyjacielka o laserowym spojrzeniu, podczas zwyczajowej rozmowy telefonicznej, w ciągu trzydziestu sekund zdegradowała gatunek męski do jednokomórkowej ameby. mój błąd – to akurat byłam ja, ale intencja wyszła zdecydowanie od niej, niemniej jednak do końca biorę odpowiedzialność za słowa w tym przypadku. dziedzic kuleje. w domu syf, w kącie stos papierów czekających na moją uwagę, bo ja mam off z racji zmagania się z niedyspozycją fizyczno-emocjonalną, podczas której, dla odwrócenia uwagi, oddałam się surfowaniu po sieci, a tam czas szybko leci…

reasumując – w eterze ewidentnie podbita vibracja; starzy kamraci nie wychodząc z cienia nadal kibicują, co spływa jak miód na serce; trochę optymizmu i przyjaznego nastawienia, można się też nadziać na łyżkę dziegciu; poza tym typowy plastyk-fantastic, czyli – jest dobrze! jest z czego wybierać! życie jest piękne! enjoy it!

polecam YARO Rowery dwa

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii niecodziennik

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Jewa

    24 września 2014 o 08:46

    Tez ostatnio przechodzilam przez chwilowe „znizki fizyczno-emocjonalne” … chyba cos jest w tym londynskim powietrzu ;) … ale to nie zmienia faktu, ze LIFE IS BEAUTIFUL !!! :)). Pozdrawiam *