RSS
 

Archiwum - Październik, 2014

pumpkin spice

31 paź

wczoraj mgła i mżawka. dziś mocne słońce zalewające błękitne niebo i szelest północnego wiatru przesuwający obłoki, a wieczorem migotanie ciepłego światła w czeluści dyniowych grymasów. moja wyspa znowu w halloween’owej odsłonie. szybko ten czas leci!

w ostatni październikowy dzień prożek wibruje mocniej niż zawsze. pomarańczowi strażnicy dumnie prężą swoje pękate głowy, ogrzewając swoim figlarnym spojrzeniem kubki herbaty z malinowym sokiem. dziś u podnóża mojej chatki na kurzej stopce mieszają się światy. tubylcze obrzędy, ociekające zabawą i hektolitrami cukru w treat’owych przysmakach, przesycone są nostalgią wspomnień ze starego kraju, gdzie to rękawice z wosku zgrabnie przylegały do dziecięcych rąk, a chryzantemy złociste opasały swoim bogactwem groby tych, którzy w sercach zapisani są na wieczność.

w tym roku, na płytach upamiętniających moich bliskich, siostrzana ręka postawiała w moim imieniu wrzosy. mam nadzieję, że przetrzymają przymrozki, a dzięki swoim eterycznym odcieniom zabarwią stateczną ciszę moją ciągłą nie/obecnością.

happy halloween!

polecam LEONARD COHEN Take this waltz

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto, niecodziennik

 

new edytion

27 paź

na wyspie, wraz ze zmianą czasu, rozpoczęła się tygodniowa przerwa od szkoły. pociągnęło to za sobą bardziej personalne metamorfozy. na mojej łysinie zagościł jasny bląd, który wprowadził wielkie zamieszanie w ogólnym odbiorze mojej absolutnie nieskromnej w tym wydaniu osoby, co przepełniło mnie wręcz przekorną satysfakcją, że można ciągle przez przypadek zaskakiwać i mieć z tego nieziemską frajdę – mała rzecz a cieszy!

po pełnej dobie od zdarzenia latorośle nadal w szoku. jak zauważyła moja zbyt szybko dorastająca córa, był on tym bardziej powalający, gdyż nie sądziła, że dożyje czasów, kiedy zobaczy matkę w platynowej odsłonie. w sumie, nie dziwię się – wyszłam do kosmetyczki zrobić paznokcie, a wróciłam z utlenionym jeżem, więc mogło uderzyć. przyjacielka o laserowym spojrzeniu przy zmywaniu utleniacza stwierdziła, że jest przerażona zajebistością tego pomysłu, cóż – za niektóre rzeczy płacimy master card, inne są bezcenne!

do faktu, że ludzie wlepiają we mnie gały z racji ogolonej głowy już przywykłam. do faktu, że otwierają ze zdumienia szerzej oczy, kiedy zaczynam głosić swoje spojrzenie na życie również. jakby nie było – każda zmiana jest dobra. kaprys, chwilowa zachcianka, podyktowana jedynie chęcią zabawy, otworzyła dla mnie kolejne perspektywy, kolejne pole do wnikliwej analizy ludzkich zachowań, a przy okazji pozwoliła dostrzec fenomen nigdy nie rozumianego przeze mnie, jednak niezaprzeczalnego faktu, że naprawdę mężczyźni wolą blondynki!

polecam JULIE BROWN Cause I’m A Blonde

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

wyprawa po złote runo

20 paź

kontury mojej wyspy zdają się mienić kobiercem usypanym z mosiężnego pluszu spadających liści. każde drzewo tworzy kolorową przystań, dającą wytchnienie przesyconym codziennością oczom, która wraz z podmuchami wiatru porywa do tańca w skrzącym blasku powściągliwego już o tej porze roku słońca, otulającego ciepło niebo nad głowami rdzawą poświatą, odbijającą się w migotaniu koron wysokich drzew.

na grzybobraniu, na jakie udałam się w pogoni za kapeluszami, ciągle żywo pielęgnowanymi we wspomnieniach sprzed dekady niemalże, nie znalazłam dostojnych prawdziwków, ani rdzawo przyprószonych koźlarzy, nawet pstrokatych czerwienią i bielą muchomorów nigdzie nie wytropiłam. ale w tak pięknych okolicznościach przyrody, obciążony powszechnością i związanymi z nią interakcjami umysł, pozwolił mi jednak na coś więcej. popatrzyłam na las podszyty miękko spadającym listowiem z pewnego dystansu. ta alternatywa pozwoliła mi dosłownie oderwać się od ziemi, a z wysokości wszystko wygląda przecież inaczej.

żyjemy nic nie widząc, taplamy się w maleńkich bagienkach swojego nieszczęścia, do którego tak mocno przywykliśmy, że nawet nie dopuszczamy myśli, że mogłoby być inaczej. każdemu proponuję spróbować mocno odbić się na trampolinie życia i zawisnąć choć na chwilę bez twardego gruntu pod stopami. nie można marzyć o lepszym życiu, trzeba się w końcu zacząć nim cieszyć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto

 

crystal clear

05 paź

dziś szczególna niedziela, pierwsza zupełnie wolna od zniżkowej formy. wymiotłam kurz i wyprałam firany. w domostwie okna i drzwi otwarte na oścież. świeża pościel i kolejne partie prania przesiąkniętego proszkiem i popołudniowym wiatrem zmieszały się z nutą bleach’u, którym odkaziłam niemalże włości. na ścianie w kolorze kelly green zawisło lustro w ciężkiej ramie, odziedziczone w ramach przeprowadzki przyjacielki o laserowym spojrzeniu, które dodało nowej perspektywy spojrzeniu na przestrzeń mojej łazienki przy high road.

wszędzie pojaśniało. egentalne porządki – bo tak podobne zrywy w przeszłości nazywane były przez moje, naprawdę miniaturowe jeszcze wtedy latorośle – wypełniły mnie stoicką pewnością, że tak właśnie powinno wyglądać szczęśliwe życie.

cały kołowrót związany z rozpoczęciem roku szkolnego nabrał już swojego naturalnego przyspieszenia, do którego i mnie w końcu udało się dostosować bardzo zwolnione ostatnio tempo. wszystko na swoim miejscu, w jak najlepszym porządku. na paznokciach wściekła czerwień stonowana pojedynczym śladem perłowej czerni odgoniła wszelką nostalgię, przynosząc zapowiedź bogato zdobionej ramówki tego jesiennego sezonu na mojej wyspie, który położył się migocącym złotawo cieniem na zachodzącym już szybciej słońcu.

all is well. nadciągają długie wieczory przesycone aromatem herbaty z sokiem i nutą zaciekawienia wszystkim, co niosą północne wiatry. wracamy do obiegu.

polecam LEONARD COHEN In my secret life

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik