RSS
 

wyprawa po złote runo

20 paź

kontury mojej wyspy zdają się mienić kobiercem usypanym z mosiężnego pluszu spadających liści. każde drzewo tworzy kolorową przystań, dającą wytchnienie przesyconym codziennością oczom, która wraz z podmuchami wiatru porywa do tańca w skrzącym blasku powściągliwego już o tej porze roku słońca, otulającego ciepło niebo nad głowami rdzawą poświatą, odbijającą się w migotaniu koron wysokich drzew.

na grzybobraniu, na jakie udałam się w pogoni za kapeluszami, ciągle żywo pielęgnowanymi we wspomnieniach sprzed dekady niemalże, nie znalazłam dostojnych prawdziwków, ani rdzawo przyprószonych koźlarzy, nawet pstrokatych czerwienią i bielą muchomorów nigdzie nie wytropiłam. ale w tak pięknych okolicznościach przyrody, obciążony powszechnością i związanymi z nią interakcjami umysł, pozwolił mi jednak na coś więcej. popatrzyłam na las podszyty miękko spadającym listowiem z pewnego dystansu. ta alternatywa pozwoliła mi dosłownie oderwać się od ziemi, a z wysokości wszystko wygląda przecież inaczej.

żyjemy nic nie widząc, taplamy się w maleńkich bagienkach swojego nieszczęścia, do którego tak mocno przywykliśmy, że nawet nie dopuszczamy myśli, że mogłoby być inaczej. każdemu proponuję spróbować mocno odbić się na trampolinie życia i zawisnąć choć na chwilę bez twardego gruntu pod stopami. nie można marzyć o lepszym życiu, trzeba się w końcu zacząć nim cieszyć.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii foto

 

Dodaj komentarz