RSS
 

Archiwum - Listopad, 2014

taniec towarzyski

30 lis

w aluminiowych donicach mojego ogródka maki już drugi raz w tym roku wyciągnęły delikatne głowy ku ciepławemu słońcu, które za nic ma sobie kalendarz. listopad jeszcze potrząsa koronami drzew, a moja wyspa cała jak z reklamy. jolly christmas all around. nawet choinki już w sprzedaży. żywe, ale czy prawdziwe? zadziwiająco szybko narzucany jest w tym roku świąteczny duch. ale – kim jestem ja, żeby kwestionować prawa marketingu?!

plastyk fantastic i ponure pyski. linie telefoniczne oblegane przez odgłosy ze starego kraju. polska pany! na obydwu szerokościach geograficznych zresztą. kondycja narodu w normie, czyli same shit, jak na moje oko. wybory, nie tylko samorządowe, choć to określenie akurat bardzo adekwatne. stare zwyczaje ciężko wyplenić, nowe – choć wyczekiwane – trudno wprowadzić w życie. bla, bla, bla.

nic to! dziś, zamiast lania wosku, gipsowanie drucianego szkieletu. zadanie znacznie przyjemniejsze, niż składanie kręgosłupów, w których krąży tylko ołów.

polecam MACY GRAY Sexual Revolution

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

milky way

16 lis

resetowanie jest błogim doświadczeniem. wystarczy kropla błękitu, wtartego równomiernie w szybko pnące się ku słońcu włosy, żeby wypełnić po brzegi ruchome piaski emocjonalnej nirvany.

ps. dziękuję za luksus dopieszczania moim prywatnym, osobistym na zlecenie czarodziejkom! muchos gracjas senioritas!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii foto

 

three little birds

15 lis

ociekająca strugami deszczu wyspa dziś łaskawsza w obejściu, ale wciąż oszczędna w słoneczne promienie. gęste chmury przysłoniły niebo szarzejącą poduchą i sennie kołyszą do sobotniego relaksu. idealna aura na me time.

pazury przepisowo spiłowane ociekają stonowanym grafitem, spomiędzy którego krzykliwie wyziera, przylegający do serdecznych palców pomarańcz. brwi podkreślone hebanowym blaskiem dodają intensywności utlenionym włosom, które wybiły się ponad oczekiwanie i swoim lnianym połyskiem odjęły spojrzeniu resztę pyłu, nagromadzonego łaskawym dla mnie czasem. błyszczę świeżością, jak nowo tłoczona moneta!

na pytania, z masowo spływających elektroniczną drogą listów, odpowiadam jednogłośnie – all is well mili ludkowie! całuję i ściskam do beztroską przesiąkniętego serducha!

polecam MILKY CHANCE Stolen Dance

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

insomia

13 lis

żeby ukoić rozbiegane myśli układam na klawiaturze palce, spod których spłynie na mnie kojący sen. przynajmniej taki jest plan tego nocnego markowania. przedkładam szklankę ciepłego mleka, którym kołysałam nieraz przerośnięte już pisklęta do snu, nad kołysanie vibracji, którym daleko jeszcze do spowolnienia, z jakiego wyrwały mnie barwne i gwałtowne sny na jawie. dziś noc rządzi się swoimi prawami.

nie narzekam. w zasadzie bardzo mi smakuje cisza zalewająca domostwo, gdzie nawet ko/córki wydają się być zadziwione moim wybudzeniem i, zdezorientowane tą przedwczesną aktywnością, prężą grzbiety w ziewającym leniwie przeciąganiu.

wczorajszy dzień obfitował w interakcje ze starym krajem. letnie kwiaty zatrzymane w kadrze, życzenia, wieści, słowa malowane przed zaśnięciem. trochę się nazbierało. może dlatego teraz nie śpię słodko, tylko sączę kolejną herbatę przesyconą lekką nutą bergamotki.

korzystając z przychylności nocy i nad/aktywności umysłu, jaka przypadła mi dziś w udziale, pokuszę się o kilka luźnych konkluzji na własny temat. bo, czy ktokolwiek może wiedzieć jaka i kim naprawdę jestem? jest coś poza imionami, nadanymi przez rodziców, zanim mogłam zaprotestować. jest coś poza nazwiskiem dzieci, pozostałym w spadku po pnącym się na szczeblach powiatowej kariery ojcu dyrektorze, którym podpisuję urzędowe dokumenty.

mimo tych drobnych mankamentów jestem sobą całkowicie i niezaprzeczalnie. śmiało mogę nawet stwierdzić, że jest mi nad wyraz dobrze! zwłaszcza, że wyspa ciągle błogosławi swoim dryfowaniem pomiędzy morzami, odrywając mnie poniekąd od normalności, co osobiście bardzo sobie cenię i zmieniać tego nie zamierzam.

moja autoterapia, w stworzonej specjalnie do tego cyberprzestrzeni, doskonale się sprawdziła. egocentryczna zachcianka, dająca upust rozbieganym czasem myślom, ewaluowała w luksus pisania, a nie jego potrzebę, jak działo się to na początku. dzięki temu bezwstydnemu rozbestwieniu się w sobie, niesiona odwieczną przekorą, stałam się wszystkim, czym kiedykolwiek byłam. jestem kulminacją tego, czym życie pomogło mi się stać. w tym nieograniczonym byciu odnajduję nowe myśli, by skupiać się wciąż na nowo. dużo świadomiej odpoczywam. mówię mniej, czuję więcej. patrzę w oczy każdego, kogo spotykam i zawsze odnajduję tam coś pozytywnego, co odwzajemniam czasem bez słów nawet.  dostosowałam się do pełnej frekwencji siebie samej.

wrogom i przyjaciołom oraz mojemu byłemu mężowi, a także wszystkim tym, którzy kiedykolwiek otarli się o moje ścieżki – dziękuję za to, że mi w tym pomogli!

polecam C2C Down The Road

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona dwudziesta dziewiąta

13 lis

obudziła ją cisza przed letnią burzą. ptaki zamilkły w oczekiwaniu na grzmot, nabrzmiałego od intensywności wyładowania. zapach nasyconego słońcem pola rzepaku, piżmowy posmak lejącego się miodu, połączył się z mocnym aromatem kropli żywicy, przesyconej sosną.

w tym zawieszeniu, gdzie czas nie istnieje, na niebie oświetlonym rozsypanymi gęsto gwiazdami, w dobiegającym ją szumie nurtu, wpływającej do zimnego oceanu, rwącej rzeki, bosa kapłanka poczuła na sobie oddech przenikający jej trzewia.

szeroko rozwarte źrenice zatopiła w ciemności i znalazła w jej czeluściach wpatrujące się w nią przenikliwie, naznaczone dzikim instynktem, oczy. intensywny zew krwi, którym przesiąkła jej drobna postać, wyścielił jej pod stopami nowy trakt. owiewająca ją rześka bryza spełnienia przyniosła cień wilka, którego obecność naznaczyła jej samotniczą do tej pory postać.

będzie go karmić pieśnią, a on będzie towarzyszył jej w odwiecznej podróży, której kolejny etap rozpoczyna się z pierwszym grzmotem głośnej błyskawicy, przeszywającej swoją elektryzującą mocą sklepienie nad ich głowami.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

kocham kino

10 lis

czasem pustelnicze upodobania przełamywane są serdeczną gościnnością, która w progi mojej chatki na kurzej stopce wprowadza nie tylko doskonale współbrzmiące harmonią towarzystwo, ale też przesycone dekadencją momenty wspólnego relaksu.

trwaj chwilo, jesteś wieczna!

polecam JEFFERSON AIRPLANE Somebody to love

ps. za dni, co minęły i te, które miną! wciąż jeszcze urodzinowo – najlepszego królowo ty moja!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii foto, niecodziennik

 

nokaut

03 lis

moja wyspa powitała nowy tydzień strugami deszczu i parą w wydychanym powietrzu. oddech smoka, jak wieść głosi, omiótł także północne krańce starego kraju. znajomy poślizg w wolno przesuwającym się traffic’u upewnił mnie o zakończeniu tygodniowego half-termu. wracamy do codzienności.

po pracy wizyta w gabinecie dentystycznym, o ileż bardziej ludzkim niż za czasów dzieciństwa! nieodbiegający już niestety od horrorów z czasów szkolnej ławy zastrzyk z anestetykiem reaktywował chwilowy paraliż. połowa twarzy nienaturalnie wyłączona z obiegu. zdawać by się mogło, ze połowa mózgu w uśpieniu. a jednak doświadczenie całkowicie bezcenne w odbiorze. po dziesięciu miesiącach ciągłego przesuwania tej chwili – wiem, co mówię!

mimo tych technicznych przeciwności losowych bilans emocji na plus. nie ma nic weselszego niż  zachłystywanie się śmiechem przy próbie przełykania rosołu, pozostałego w spadku po minionej niedzieli, a to wszystko dzięki tej post-dentystycznej znieczulicy. poniedziałek odfajkowany. pozostaje napawanie się błogim lenistwem w ciepłe wieczornych świateł, otulających do słodkiego nic-nie-róbstwa. śmiało mogę powiedzieć, że czuję sie jak na wakacjach!

w tym kontekście bardziej uzasadnione wydają mi się odwieczne postulaty osobistych piskląt o zmianie wymiaru pracy z pięciu na dwa dni w tygodniu – czego z całego znieczulonego serducha sobie i Państwu życzę!

polecam QUEEN Another One Bites the Dust

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona dwudziesta ósma

01 lis

w gęsto zawieszonej nad doliną mgle, drobna postać w szarej tunice rozpala kamienne lampiony. ciepło migocących płomieni powoli nasyca mleczną zawiesinę, dodając przewiewności dusznemu powietrzu, które zdaje się nie owiewać, ale oblepiać kontury kobiety.

dookoła szelest spadających liści i cichy oddech zatopionych w ciemności zwierząt. z oddali słychać przytłumione rozmowy. twarz skupiona w radosnym uniesieniu, oczy przymknięte w niemym zasłuchaniu. kapłanka odrzuca poły okrywającego jej kształtną czaszkę materiału i przysiada na środku kamiennego kręgu, by wsłuchując się w ciszę, nadać swojemu oddechowi spowolnionego rytmu, którym przywoła obserwujących ją z oddali gości.

ciche melodie rzucane na wiatr zawisają nad niebem wypełnionym dymem konopnych knotów i ciepłem, którym pulsuje migotliwa noc. zmatowiała arcymistrzyni iluzji, odwieczna towarzyszka samej siebie dziś tańczy wśród tych, co odeszli i tych, którzy dopiero nadejdą.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść