RSS
 

Archiwum - Listopad 13th, 2014

insomia

13 lis

żeby ukoić rozbiegane myśli układam na klawiaturze palce, spod których spłynie na mnie kojący sen. przynajmniej taki jest plan tego nocnego markowania. przedkładam szklankę ciepłego mleka, którym kołysałam nieraz przerośnięte już pisklęta do snu, nad kołysanie vibracji, którym daleko jeszcze do spowolnienia, z jakiego wyrwały mnie barwne i gwałtowne sny na jawie. dziś noc rządzi się swoimi prawami.

nie narzekam. w zasadzie bardzo mi smakuje cisza zalewająca domostwo, gdzie nawet ko/córki wydają się być zadziwione moim wybudzeniem i, zdezorientowane tą przedwczesną aktywnością, prężą grzbiety w ziewającym leniwie przeciąganiu.

wczorajszy dzień obfitował w interakcje ze starym krajem. letnie kwiaty zatrzymane w kadrze, życzenia, wieści, słowa malowane przed zaśnięciem. trochę się nazbierało. może dlatego teraz nie śpię słodko, tylko sączę kolejną herbatę przesyconą lekką nutą bergamotki.

korzystając z przychylności nocy i nad/aktywności umysłu, jaka przypadła mi dziś w udziale, pokuszę się o kilka luźnych konkluzji na własny temat. bo, czy ktokolwiek może wiedzieć jaka i kim naprawdę jestem? jest coś poza imionami, nadanymi przez rodziców, zanim mogłam zaprotestować. jest coś poza nazwiskiem dzieci, pozostałym w spadku po pnącym się na szczeblach powiatowej kariery ojcu dyrektorze, którym podpisuję urzędowe dokumenty.

mimo tych drobnych mankamentów jestem sobą całkowicie i niezaprzeczalnie. śmiało mogę nawet stwierdzić, że jest mi nad wyraz dobrze! zwłaszcza, że wyspa ciągle błogosławi swoim dryfowaniem pomiędzy morzami, odrywając mnie poniekąd od normalności, co osobiście bardzo sobie cenię i zmieniać tego nie zamierzam.

moja autoterapia, w stworzonej specjalnie do tego cyberprzestrzeni, doskonale się sprawdziła. egocentryczna zachcianka, dająca upust rozbieganym czasem myślom, ewaluowała w luksus pisania, a nie jego potrzebę, jak działo się to na początku. dzięki temu bezwstydnemu rozbestwieniu się w sobie, niesiona odwieczną przekorą, stałam się wszystkim, czym kiedykolwiek byłam. jestem kulminacją tego, czym życie pomogło mi się stać. w tym nieograniczonym byciu odnajduję nowe myśli, by skupiać się wciąż na nowo. dużo świadomiej odpoczywam. mówię mniej, czuję więcej. patrzę w oczy każdego, kogo spotykam i zawsze odnajduję tam coś pozytywnego, co odwzajemniam czasem bez słów nawet.  dostosowałam się do pełnej frekwencji siebie samej.

wrogom i przyjaciołom oraz mojemu byłemu mężowi, a także wszystkim tym, którzy kiedykolwiek otarli się o moje ścieżki – dziękuję za to, że mi w tym pomogli!

polecam C2C Down The Road

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona dwudziesta dziewiąta

13 lis

obudziła ją cisza przed letnią burzą. ptaki zamilkły w oczekiwaniu na grzmot, nabrzmiałego od intensywności wyładowania. zapach nasyconego słońcem pola rzepaku, piżmowy posmak lejącego się miodu, połączył się z mocnym aromatem kropli żywicy, przesyconej sosną.

w tym zawieszeniu, gdzie czas nie istnieje, na niebie oświetlonym rozsypanymi gęsto gwiazdami, w dobiegającym ją szumie nurtu, wpływającej do zimnego oceanu, rwącej rzeki, bosa kapłanka poczuła na sobie oddech przenikający jej trzewia.

szeroko rozwarte źrenice zatopiła w ciemności i znalazła w jej czeluściach wpatrujące się w nią przenikliwie, naznaczone dzikim instynktem, oczy. intensywny zew krwi, którym przesiąkła jej drobna postać, wyścielił jej pod stopami nowy trakt. owiewająca ją rześka bryza spełnienia przyniosła cień wilka, którego obecność naznaczyła jej samotniczą do tej pory postać.

będzie go karmić pieśnią, a on będzie towarzyszył jej w odwiecznej podróży, której kolejny etap rozpoczyna się z pierwszym grzmotem głośnej błyskawicy, przeszywającej swoją elektryzującą mocą sklepienie nad ich głowami.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść