RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘niecodziennik’

między nami amorami ©

14 lut

w atmosferze radosnego podekscytowania zapachem wiosny; w hołdzie Afrodycie i Erosowi! za wieczne wirowanie, za radość i uniesienie! za tych, co na motylich skrzydłach i za tych, co na morzu! za nas wszystkich toast wznoszę!

Lord, what fools these mortals be!

ps1. stadu mojemu przyswojonemu, co to rodziną i z krwi i z wyboru – pocałunki na skronie przesyłam, z wdzięczności i zachwytu nad ich bezwarunkową akceptacją w czasie, kiedy wędrowałam po valley of the shadow …

ps2. did you miss me?

polecam GRAFFITI6 Stare Into The Sun

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii niecodziennik

 

viva sativa!

16 sty

dostałam maila z zapytaniem, czy chcę poznać datę swojej śmierci? wysłany z jakiegoś komercyjnego adresu, z czaszką w tle nawet. w nim prosty test do rozwiązania, wystarczyło jedno kliknięcie. niestety nie poddałam się urokowi kierowanego do mnie zaproszenia. co innego planować organizacyjnie swój pogrzeb, jako wydarzenie kulturalno-społeczne, a co innego obliczać datę własnej śmierci.

tak się zaczęło. już praktycznie cztery lata zapraszam do mojej cyberprzestrzeni. i znów dostałam maila, tym razem informującego mnie, że z braku mojej aktywności, zbliża się regulaminowy termin rozwiązania umowy i skasowanie bloga savetheplanet-recycleyourman.crazylife.pl.

mam 39 lat. czas wyzerować licznik. w słuchawkach muzyka, więc pora zaczynać.

polecam TUWIM DLA DOROSŁYCH Całujcie mnie wszyscy w dupę

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

stąd do wieczności

23 sie

tym razem do pisania zasiadam jak do komunii. z pełnym namaszczeniem chwili. wprawdzie bez magicznego zioła, ale zapalając świecę, z białymi motylami zawieszonymi nad wielkim miastem. czuję piasek pod powiekami.

do dziś wydawało mi się, że jestem nieśmiertelna. invincible, jak mawiają tubylcy. wydawało mi się, że jestem ułożona, że miłość własną odnalazłam już na dobre, że nie jestem podatna na zranienie. wydawało mi się, że szczęście jest bezwarunkowe. wydawało mi się, że stoję na szczycie swojego olimpu, wydawało mi się, że okrzyknęłam się bogiem. wydawało mi się, że przydomek rozemocjonowanej wariatki przylgnął do mnie jak druga skóra i że już nie boli, kiedy to błogosławione piętno próbuje mi się wypalić na czole po raz kolejny. wydawało mi się, że nic i nikt nie ma na mnie wpływu, że nie dbam o opinie. wydawało mi się, że nie trzeba się koniecznie przekręcić, żeby osiągnąć alignment. wydawało mi się, że liczy się tylko tu i teraz. wydawało mi się, że wiem, co to życie.

dziś obudziłam się klejąc się zimnym potem. wydawało mi się, że śmierdzę strachem, że moje własne ciało mnie zdradza. wydawało mi się, że zdradzili mnie też ci, którym ufałam. wydawało mi się, że moja własna głowa ze mnie zakpiła. dużo mi się wydawało. wszystko mi się wydawało.

jakże rozdarło się dziś we mnie moje gardło! jakże zaskowytałam w słusznej i otrzeźwiającej złości. jakże warczałam dziś, wystawiając bestialskie kły! jak ja dziś toczyłam pianę z pyska! no regrets, no limitation, no hesitation!

dużo można się dowiedzieć o sobie w jeden dzień. już mi się nic nie wydaje. teraz już wiem. reAktywacja.

ps. nie dajcie sobie wmówić, ludkowie mili, że Wam się cokolwiek wydaje. nie dajcie uciszyć swego instynktu. nie dajcie się zwieść pobożnym życzeniom, tych, co wiedzą lepiej. nie dajcie się zmanipulować tym, co są o Was zatroskani. nikt poza Wami nie wie lepiej, co Wam w duszach gra.

don’t be mewling quims, be Inglourious Basterds.

polecam BANKS Goddess

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik

 

SoulSisters

31 lip

opowiem dziś o magicznym zdarzeniu. trzepot motylich skrzydeł, które po nocy świętojańskiej zaczęły tańczyć w moim wnętrzu, właśnie wywołał trzęsienie ziemi.

dwanaście godzin temu celebrowałam sobie już zwyczajowo swoje błogosławione życie. biesiady z przyjaciółmi, śpiew, tańce, w gardła nasze. wycieczka na łąkę przez jeżynowy chruśniak, wciąganie słońca z bezwstydnie odsłoniętym biustem, wymiana pocztówek z niebem nad głową, wymiana myśli, radość. wielka radość. dwanaście godzin temu krzyczałam na głos, że jestem błogosławiona między niewiastami, że życie jest piękne i pojęłam jego sens.

jakże nie doszacowałam jednak szczodrości losu mego. bogactwo naturalne. univers mnie kocha i zasypuje prezentami, jak stęskniony kochanek pocałunkami swoją wymarzoną. życie mnie pieści, jak wymarzony miły mój od zawsze noszony we mnie. dwanaście godzin temu nie spodziewałam się nawet, co poranny zefir niesie w swoim orzeźwiającym podmuchu. oderwałam się od ziemi i przeniosłam na ekran filmowy.

jak zostałam gwiazdą filmową:

ze starego kraju wieść spłynęła, że jestem poszukiwana. ku mojemu niedowierzaniu list gończy wystawiony był na panieńskie nazwisko. z naręczem najpiękniejszych kwiatów ktoś krzyczał do świata, że chce mnie odnaleźć. ktoś poruszył niebo i ziemię, żeby mi napisać, wypłakać, wyśmiać, wymilczeć, żeby mi powiedzieć – mało pamiętam oprócz Ciebie i tych emocji. Szukałam Cię wszędzie. Dałaś mi tak dużo dobrego!

na poczet tej niezależnej produkcji, tym razem w role Thelmy i Louise wcieliły się dwie outsiderki, chodzące niewydeptanymi ścieżkami. na chwilę zetknęły się ze sobą w pociągu relacji życie – życie wieczne. dwie odklejone duszyczki, dziewczyniska z rzucającym się, rażącym wręcz podobieństwem. biesiada teatralna to była, zaiste! zahuśtały czasem przez chwilę, by rozejść się do swojego życia, kochać się, rodzić dzieci, pracować, pić wino z przyjaciółmi, płakać, eksplorować. po dwudziestu latach, dwudziestu dwóch nawet, te wariatki wpadły sobie w ramiona jak oszalałe z radości. what a story! what a fucking story! moje życie właśnie dostało oskara w kategorii najlepszy scenariusz oryginalny!

dziękuję: akademii, mamie, tacie, pisklętom, które zdążyły już dorosnąć, mojemu byłemu mężowi oraz sobie za tak twórcze i szalone kreacje. relacje międzyludzkie są happy and ever after. dziękuję Wam Wszystkim, którzy przeszliście przez moje życie, którzy choć raz skrzyżowaliście ze mną swoje ścieżki. na kolanach stopy całować z wdzięczności mogę za te cudowne interakcje. moje życie ma idealną obsadę!

ps. anulka! Twoją piegowatą buźkę dwadzieścia lat temu przysposobiłam sobie na siostrzane odbicie. i Ty się o to siostrzeństwo upomniałaś. anulka! dziękuję Ci kochana. dziękuję, że mnie odnalazłaś. już się nie zgubię.

polecam DEAP VALLY Bad For My Body

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii niecodziennik

 

green pathways

09 lip

lewituję nad swoim światem, przyglądając się bardzo uważnie temu, co pod nogami. dziś ścieżki zaprowadziły na wyprawę do wnętrza mojego sąsiedztwa. powalone czasem drzewa, zielone bagna, liście i zasłony drobnych muszek. lato.

okazało się, że nie trzeba pokonywać setek kilometrów, by znaleźć drzwi prowadzące do krainy ukochanej. okazało się że wszystko, co dla nas cenne, nosimy pod skórą.

widziałam też dziś opowieść o miłości. wypowiedziałam i wysłuchałam już tak wiele monologów o uczuciach tłumionych, że wydawać by się mogło, iż powinnam być ekspertem w temacie. nie jestem. wiem tylko, że prawdziwa miłość istnieje. bez względu na to, jak bardzo czasem staramy się ją szufladkować i maskować ślady tej najwyższej emocji przypisanej nam w człowieczeństwie. ona i tak krąży w nas. i tylko czasem przestajemy tętnić jej naturalnym rytmem.

bez melancholii, z ciepłym przekonaniem, że wszystko jest dobrze.

polecam IYEOKA Simply falling

 
1 komentarz

Napisane w kategorii niecodziennik

 

ludziom dobrej woli

07 cze

dużo się mówi w dzisiejszych czasach o równości, otwartym spojrzeniu i tym podobnych wzniosłych rzeczach.

miałam okazję poprzyglądać się kondycji emocjonalnej rodzaju ludzkiego w mojej osobistej wieży babel. w ogólnym rozrachunku, wszystkim nam chodzi o to samo. niemniej jednak, ku dużemu zdziwieniu, męskie, w szczególności, umysły zapętlone bywają w bardzo moherowe naleciałości w myśleniu.

na pohybel!

polecam BIG SEAN I don’t fuck with you

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

dzień kobiet

08 mar

FUCK THE PATRIARCHY AND LONG LIVE THE QUEEN

polecam MARIA CALLAS Ave Maria

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

skin to skin

08 lut

rok wystrzelił z kopyta. styczeń uszczuplił mnie o prawą dolną szóstkę. będę żyć! ogród w aluminiowych donicach budzi się do wiosny niesionej w mocnym wietrze. ulice mego miasta upstrzone kwiatami wiśni. nadzienie z dzikiej róży i lekki posmak smalcu na wydętym brzuchu obsypanym pudrem królowały w tłusty czwartek. o tak! tradycji stało się zadość.

a skoro mowa o tradycji, to tutaj otwierają nam się nieskończone możliwości do celebrowania. skórzane gody, bo takie miano w tym roku ma moja kolejna rocznica w cyberprzestrzeni, już od trzech lat zbiega się w czasie z walentynkami. dodatkowo mamy przestępny luty, więc tym razem postanowiłam świętować na bogato.

dziedziniec oficjalnie oświadczył, że ma crush on somebody. do tej pory tylko narzekał na pain of existence, teraz przyznaje się otwarcie, że ciężka sprawa z tym zakochiwaniem się. maleństwo oświadczyło, że kupuje sobie lampki w kształcie czerwonych serduszek, bo ją na to stać po pierwsze, a po drugie, bo to naprawdę miłe, ze przynajmniej raz w roku można celebrować uczucia na legalu. poza tym, dzień po święcie zakochanych wszystkie czekoladki z amorkami będą przecenione o połowę.

ja, cóż, włóczęga, niespokojny duch… wiosna budzi statecznie poukładane emocje i z wielką przyjemnością przyłączam się do pląsania w radosnej egzaltacji. pamiętam moje pierwsze otarcia się o drugiego człowieka. mój chłopak, przez byłego męża złośliwie nazywany hughDrab, zabierał mnie w tym celu do njeba, sekretnego pokoiku na tyłach garażu, gdzie niepokorne młode wilczki spotykały się na alpagi łyk i dyskusje po świt. naszym eskapadom do tego przesyconego dekadenckim duchem wolności i młodości miejsca towarzyszył szum starej płyty i miliardy feromonów, napędzające ciekawość rozgorączkowanych umysłów i nie tylko. njebo do wynajęcia.

bez względu na to jacy jesteśmy i jakie mamy priorytety, zawsze jesteśmy łasi na drugiego człowieka. boimy się, zapadamy na utratę wszelkiej kontroli nad roztrzęsionymi emocjami, czasem uciekamy i chowamy się w sobie, ale bez względu na czas i okoliczności przychodzi moment, że znów zaczynamy wyciągać złaknione twarze ku słońcu, choćby tylko po to, by w swojej intensywności spaliło nas od nowa.

z życia trzeba brać pełnymi garściami i tylko to, co nam naprawdę smakuje. z okazji nowego przestępnego roku, z okazji skórzanej rocznicy i walentynek, a także z okazji bez okazji życzę nam wszystkim dużo uniesień. niech na naszym niebie nie będzie chmur, a jeśli będą, to niech mają kolor i zapach róży.

w hołdzie afrodycie i erosowi – kochajmy się i grzeszmy! niech nad naszym grzechem nie zachodzi słońce!

polecam THE B-52′s Love Shack

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

moje miasto nocą

31 gru

koniec starego roku zwykłam świętować na dzień przed wszystkimi. tradycji stało się zadość. wczorajsza noc pełna różnorodności z kolorowego azylu mojego miasta. dzielnica niebieskich ptaków i ciągle buzujących gonitwą emocji nigdy nie zawodzi. hedonistyczne przyjemności intensywne jak muzyka, serwowana przez chuderlawego dj’a, bliżej nieokreślonego pochodzenia.

rodzinny akcent przy stacji metra potwierdził agresywny buddyzm, którym maleństwo zwykło określać moją naturę i związane z nią zachowania. krew nie woda. odezwała się, wielokrotnie już potwierdzona, skłonność do zbierania śmieci. interakcji socjalnych wystarczy na cały następny rok.

szczodrości losu i pogody ducha nam wszystkim życzę!

polecam MILKY CHANCE Loveland

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

coraz bliżej święta

19 gru

moja wyspa znowu w pełnym rozkwicie. wiosenne ciepło rozlewa się w powietrzu. maleństwo zostało użądlone przez przedwcześnie wybudzonego ożywczą aurą trzmiela. venum mocno skoncentrowane. przedramię spuchnięte. okłady z kostek lodu i kwaśnej wody. czekamy na pojawienie się związanych z tym super powers.

muzułmańska sąsiadka zakomunikowała mi, że postawiła w domu choinkę. magia świąt. moja choinka już od andrzejek dumnie pręży kolorowo przyozdobione gałązki. cóż, w zeszłym roku w ogóle jej nie było.

dziedziniec rozpoczął świąteczną przerwę obejrzeniem najnowszych gwiezdnych wojen. z sondażów przeprowadzonych wśród tubylców wynika, że drugim najbardziej wyznawanym prądem filozoficznym po chrześcijaństwie jest jedi’ism. tłumy przemówiły.

świętujmy. pałaszujmy łakocie z suto zastawionych stołów. śpiewajmy kolędy. odprawiajmy pogańskie rytuały. łapmy chwile szczęśliwości.

ps. we wtorek, w starym kraju, na ten piękny świat zawitał mały viking. niech mu się darzy!

polecam LOVE ACTUALLY White Christmas

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik