RSS
 

skin to skin

08 lut

rok wystrzelił z kopyta. styczeń uszczuplił mnie o prawą dolną szóstkę. będę żyć! ogród w aluminiowych donicach budzi się do wiosny niesionej w mocnym wietrze. ulice mego miasta upstrzone kwiatami wiśni. nadzienie z dzikiej róży i lekki posmak smalcu na wydętym brzuchu obsypanym pudrem królowały w tłusty czwartek. o tak! tradycji stało się zadość.

a skoro mowa o tradycji, to tutaj otwierają nam się nieskończone możliwości do celebrowania. skórzane gody, bo takie miano w tym roku ma moja kolejna rocznica w cyberprzestrzeni, już od trzech lat zbiega się w czasie z walentynkami. dodatkowo mamy przestępny luty, więc tym razem postanowiłam świętować na bogato.

dziedziniec oficjalnie oświadczył, że ma crush on somebody. do tej pory tylko narzekał na pain of existence, teraz przyznaje się otwarcie, że ciężka sprawa z tym zakochiwaniem się. maleństwo oświadczyło, że kupuje sobie lampki w kształcie czerwonych serduszek, bo ją na to stać po pierwsze, a po drugie, bo to naprawdę miłe, ze przynajmniej raz w roku można celebrować uczucia na legalu. poza tym, dzień po święcie zakochanych wszystkie czekoladki z amorkami będą przecenione o połowę.

ja, cóż, włóczęga, niespokojny duch… wiosna budzi statecznie poukładane emocje i z wielką przyjemnością przyłączam się do pląsania w radosnej egzaltacji. pamiętam moje pierwsze otarcia się o drugiego człowieka. mój chłopak, przez byłego męża złośliwie nazywany hughDrab, zabierał mnie w tym celu do njeba, sekretnego pokoiku na tyłach garażu, gdzie niepokorne młode wilczki spotykały się na alpagi łyk i dyskusje po świt. naszym eskapadom do tego przesyconego dekadenckim duchem wolności i młodości miejsca towarzyszył szum starej płyty i miliardy feromonów, napędzające ciekawość rozgorączkowanych umysłów i nie tylko. njebo do wynajęcia.

bez względu na to jacy jesteśmy i jakie mamy priorytety, zawsze jesteśmy łasi na drugiego człowieka. boimy się, zapadamy na utratę wszelkiej kontroli nad roztrzęsionymi emocjami, czasem uciekamy i chowamy się w sobie, ale bez względu na czas i okoliczności przychodzi moment, że znów zaczynamy wyciągać złaknione twarze ku słońcu, choćby tylko po to, by w swojej intensywności spaliło nas od nowa.

z życia trzeba brać pełnymi garściami i tylko to, co nam naprawdę smakuje. z okazji nowego przestępnego roku, z okazji skórzanej rocznicy i walentynek, a także z okazji bez okazji życzę nam wszystkim dużo uniesień. niech na naszym niebie nie będzie chmur, a jeśli będą, to niech mają kolor i zapach róży.

w hołdzie afrodycie i erosowi – kochajmy się i grzeszmy! niech nad naszym grzechem nie zachodzi słońce!

polecam THE B-52′s Love Shack

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

moje miasto nocą

31 gru

koniec starego roku zwykłam świętować na dzień przed wszystkimi. tradycji stało się zadość. wczorajsza noc pełna różnorodności z kolorowego azylu mojego miasta. dzielnica niebieskich ptaków i ciągle buzujących gonitwą emocji nigdy nie zawodzi. hedonistyczne przyjemności intensywne jak muzyka, serwowana przez chuderlawego dj’a, bliżej nieokreślonego pochodzenia.

rodzinny akcent przy stacji metra potwierdził agresywny buddyzm, którym maleństwo zwykło określać moją naturę i związane z nią zachowania. krew nie woda. odezwała się, wielokrotnie już potwierdzona, skłonność do zbierania śmieci. interakcji socjalnych wystarczy na cały następny rok.

szczodrości losu i pogody ducha nam wszystkim życzę!

polecam MILKY CHANCE Loveland

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

coraz bliżej święta

19 gru

moja wyspa znowu w pełnym rozkwicie. wiosenne ciepło rozlewa się w powietrzu. maleństwo zostało użądlone przez przedwcześnie wybudzonego ożywczą aurą trzmiela. venum mocno skoncentrowane. przedramię spuchnięte. okłady z kostek lodu i kwaśnej wody. czekamy na pojawienie się związanych z tym super powers.

muzułmańska sąsiadka zakomunikowała mi, że postawiła w domu choinkę. magia świąt. moja choinka już od andrzejek dumnie pręży kolorowo przyozdobione gałązki. cóż, w zeszłym roku w ogóle jej nie było.

dziedziniec rozpoczął świąteczną przerwę obejrzeniem najnowszych gwiezdnych wojen. z sondażów przeprowadzonych wśród tubylców wynika, że drugim najbardziej wyznawanym prądem filozoficznym po chrześcijaństwie jest jedi’ism. tłumy przemówiły.

świętujmy. pałaszujmy łakocie z suto zastawionych stołów. śpiewajmy kolędy. odprawiajmy pogańskie rytuały. łapmy chwile szczęśliwości.

ps. we wtorek, w starym kraju, na ten piękny świat zawitał mały viking. niech mu się darzy!

polecam LOVE ACTUALLY White Christmas

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

życie jak ze snu

12 lis

zalecenie lekarskie w ramach życzeń dostałam. w drodze do domu, od niechcenia, dumnie prezentowałam pod pachą bukiet kwiatów. na stole kartka z kornwalskim powiewem i róż tyle, że łodyżki ściśnięte w dzbanku zamiast wazonu, bo ostatni maleństwo roztrzaskało jakiś czas temu. zmara w czerwonej czapce z rogami przyniosła czekoladki miętowe serdeczności od latorośli. tańce-różańce-swawole.

I got the eye of the tiger, a fighter, dancing through the fire
‚Cause I am a champion and you’re gonna hear me

pysznym czerwonym winem - bo dobre na krew - imieninowy toast wznoszę. kocham cie życie!

egzystencjonalnie ROAR

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

sen wariata

12 lis

listopadowe defilady na ulicach mego miasta, czerwone maki i dwie minuty ciszy w ramach pamięci za tych, co na straży już za nami. wyspa rozpieszcza słońcem liżącym ciepło policzki i kolorowymi dywanami, ścielącymi trakt pod stopami.

zasypiam i budzę się opętana wręcz energią nuklearną niemalże, która szeroko rozpościera skrzydła zawsze gotowe do startu. tańczę jak wstaję, tańczę jak czekam na czerwony piętrowy bus, tańczę jak siedzę i jak rozmawiam z ludźmi też tańczę. lot trzmiela wciąż trwa. nieznośna jestem.

I got the eye of the tiger, a fighter, dancing through the fire
‚Cause I am a champion and you’re gonna hear me

najlepszego wszystkim życzę!

imieninowo ROAR

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

odsłona trzydziesta

02 lis

na marmurowej posadzce, obleczona w przydrożny kurz jak w pajęczyny, szara kapłanka wyrównuje kroki. posuwając się wolno, omiata połami swojej peleryny kamienną mozaikę.

nie śpieszy się. z zaciekawieniem studiuje twarze otaczających ją postaci, które w swoim oderwaniu zdają się być zawieszone w innym wymiarze. poruszając się pomiędzy nimi, zakapturzona postać odkrywa kształtną głowę, by w tym labiryncie osobowości odnaleźć drogę do samej siebie.

wilcze oczy śledzą z oddali każdy krok drobnej postaci, okrytej w powluczystą tunikę utkaną z pajęczych nici. Wyznaczają trop.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowieść

 

pompkoniki

01 lis

nie zapomniałam o tradycji ojców i zgodnie z nią dziś zatapiam się w swojej głowie, by ożywić pamięć. bluźnierczo jednak pozwalam sobie odszczepić się od ortodoksyjnych jej obyczajów i dzień święty święcić według własnych rytuałów.

zaduszne pienia w muzycznych pocztówkach, jakimi się raczę, nadają innej poświaty płonącym w startym kraju zniczom. na mojej wyspie chryzantemy złociste w cenie 6.25, a mleko rozpuszczone w dusznym powietrzu spowija szczelniej niż własny oddech.

ścigając się w radosnych podskokach z twarzami, które już po drugiej stronie, przesiąkam pewnością, egzaltacją, klarownością myślenia. z iskrami ekscytacji w roześmianych do łez oczach rozkoszuję się wszystkim tym, co we mnie. jesteśmy wieczni. jesteśmy.

polecam ZAKOPOWER Galop

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii niecodziennik

 

wrażliwość vikinga

01 lis

Lubię punka, rum, whisky, piłkę nożną, szybką jazdę samochodem, inteligencję, nagie kobiety w szpilkach i pończochach, tatuaże, piercing, słońce, lato, wiosnę, wczesną jesień, jak pada śnieg i jest lekki mróz, jazdę na sankach i snowboardzie, czasami zapalić jointa. Śmiać się i pewnie jeszcze milion innych rzeczy, o których teraz nie pamiętam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii no strings attached

 

the abominable bride

31 paź

Truly I have lost weight, I have lost weight, grown lean in love’s defense, in love’s defense grown grave.
It was concupiscence that brought me to the state: all bone and a bit of skin to keep the bone within.
Flesh is no heavy burden for one possessed of little and accustomed to its loss.
I lean to love, which leaves me lean, till lean turn into lack.

A wanton bone, I sing my song and travel where the bone is blown and extricate true love from lust as any man of wisdom must. Then wherefore should I rage against this pilgrimage from gravel unto gravel?
Circuitous I travel from love to lack / and lack to lack, from lean to lack and back.

The Skeleton’s Defense of Carnality by Jack Foley

fotografie podlegają licencji CC-BY-NC

 
1 komentarz

Napisane w kategorii foto

 

bring me that horizon

29 paź
Z niekłamaną dumą melduję, że przycumowałem! Stoję w porcie od 2 lat, spokój, cisza – wiatry nie dokuczają. Uczę się czerpać przyjemność ze stąpania po twardym i stabilnym lądzie. Czasem, pomimo, że ziemia pod stopami się nie buja jak pokład okrętu, to w głowie się zakręci. Lata spędzone na morzach północy przyzwyczaiły tak bardzo do konieczności unikania przechyłów i macek olbrzymich kałamarnic, że teraz,  gdy horyzont jest stały, głowie czegoś brakuje. Słowem – to, że nie pija się rumu, nie znaczy wcale, że nie jest się już piratem. Bycie piratem to nie stan umysłu, pirata można uspokoić, ukołysać, uśpić, a nawet zrozumieć. Jednak skurwiel zawsze będzie kombinować, przyjdzie jego czas, to pobiegnie na okręt i wskoczy do kubryku. Posiedzi tam. Oby już nie wypływał.
 
1 komentarz

Napisane w kategorii no strings attached